12. Recenzja „Szamanka od umarlaków” – Martyna Raduchowska

19:33

„No nic… Raz kozie śmierć, raz duszy niebyt”
Ida Brzezińska to czarna owca. Zmaza na honorze swojej szlachetnej rodziny. Jej nadnaturalni rodzice nie mogą przyjąć do wiadomości faktu, że ich długo wyczekiwana córka nie posiada żadnych magicznych zdolności. Za wszelką cenę próbują obudzić w niej czarodziejską moc, której dziewczyna niestety nie posiada. W końcu dają za wygraną, a Ida postanawia wyjechać do Wrocławia na studia. Załatwiła już sobie pokój w akademiku i sprawdziła najbliższy pociąg do miasta, ale rodzice przewidzieli dla niej inny transport, a nawet inne miejsce zamieszkania. Dziewczyna jest zła, dlatego z pomocą kierowcy ucieka i dojeżdża do Wrocławia pociągiem tak jak zaplanowała, ale nie wszystko idzie zgodnie z planem. Ida nie przewidziała, że w akademiku mogą mieszkać również duchy, które ona widzi i słyszy, które doskonale wiedzą, że ona ich widzi i słyszy.

Przez kilka tygodni nie miała problemu z duchami, ani z lekcjami. Żyła tak jak tego chciała. Całkiem normalnie. Ale pewnego dnia Pech postanowił namieszać w jej życiu. W lustrze, gdy myła zęby zauważyła kobietę podobną do niej, która zaczęła się do niej odzywać. Ida nie wiedziała co to ma znaczyć. Tajemnicza istota wytłumaczyła, że jest jej ciotką do której miała się zgłosić, gdy tylko przyjedzie do miasta. Dziewczyna nie miała pojęcia, że rodzice załatwili jej nocleg u ciotki, której nigdy wcześniej na oczy nie widziała. Choć kobieta nalegała, by Ida jak najszybciej do niej przyszła, studentka nie miała najmniejszego zamiaru się z nią spotykać. Aż pewnego dnia zobaczyła coś co przestraszyłoby niejednego człowieka. Widziała ogień piekielny i potępione dusze które pochłaniał.

To co powyżej opisałam to malutki wstęp do całej lektury. Książka opowiada losy młodej szamanki od umarlaków dość ciekawie. Ale istnieje kilka aspektów, które zamulają (że się tak wyrażę) całą akcję. Istnieją książki, których początek jest napisany za wcześnie. Dokładnie tak jest tutaj. Cała akcja mogłaby się zacząć dużo później. Niektóre sprawy nie musiały być tak obszernie opisywane, ale cóż poradzisz? Nie potrzebnie opisane jest szkolenie Idy. Ta lektura mogłaby się zacząć, kiedy dziewczyna wprowadza się do kamienicy Kwiatkowskich. Choć trochę inaczej trzeba by było to wszystko wyjaśnić na pewno szybciej by się to czytało.

Dość długo męczyłam się z tą powieścią, ale kiedy przebrnęłam przez niebywale długi wstęp, wszystko zaczęło nabierać tempa i koloru. Cała akcja zaczęła się szybciej rozwijać i była dużo ciekawsza. Mimo, że bohaterka nadal nie była za bardzo przekonywująca to w niczym to nie przeszkadzało. Najdziwniejszy jednak dla mnie był Pech. Autorka upersonifikowała pech. Na samym początku nie rozumiałam o co w tym wszystkim chodzi, ale z każdą kolejną stroną dużo się dowiadywałam. Teraz się cieszę, że nie spisałam tej książki na straty i dałam radę ją dokończyć.

Nie jestem pewna dla kogo ta książka mogłaby być warta polecenia. Nawet nie wiem co to za gatunek, choć na kilku stronach znalazłam wzmiankę, że jest to urban fantasy. Nigdy bym czegoś takiego nie powiedziała. W każdym razie myślę, że osoby lubiące ten gatunek, a także czyste fantasy znajdą tutaj coś ciekawego, gdy już przetrwają wstęp. Tylko nie zniechęcajcie się za wcześnie. Jestem pewna, że sięgnę po kontynuację, ponieważ jest w tej pozycji coś co mnie naprawdę urzekło.

Moja ocena: 6/10

1 komentarze

  1. Ja niemal zawsze potrzebuje kilkudziesięciu stron, by się wciągnąć w fabułę :) Książka raczej nie w moich klimatach choć słowo umarlaki w tytule brzmiało na tyle kusząco, że przeczytałem recenzje :-D

    OdpowiedzUsuń