24. Recenzja „Dni krwi i światła gwiazd” – Laini Taylor

11:35


UWAGA! RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ SPOILERY Z PIERWSZEJ CZĘŚCI [CÓRKA DYMU I KOŚCI]! CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ! 
„(...)wspomnienia są jak muchy, można je odganiać, ale nic ich nie powstrzyma przed powrotem”
Akiva wraca do swojego świata zagubiony i zdruzgotany. Nie liczył, że Karou wybaczy mu wszystko czego dokonał, ale nie sądził, że posunie się ona do tak lekkomyślnych czynów. Nie przeszkadzał jej, gdy leciała do swojego dawnego świata, ale wiedział że nie jest to najlepszy pomysł. Kilka dni później wyruszył jej śladem, aby ją odnaleźć, choć zdawał sobie sprawę z tego, że nie będzie chciała z nim rozmawiać. Przede wszystkim chciał się dowiedzieć czy jego największa miłość świata żyje. Po długich bezowocnych poszukiwaniach stracił nadzieję na znalezienie jej żywej. W końcu wybrał się w miejsce, do którego miał cichą nadzieję, że nie poszła. Gdy wszedł do jaskiń Kirinów i zobaczył tam kadzielnicę, nie mógł uwierzyć w to co było do niej doczepione. Maleńka karteczka z pięknie nakreślonym jednym słowem – Karou.

Ponownie Laini Taylor zachwyca czytelników swoją twórczością. Oczarowuje pięknem w brzydocie brutalnego świata. Zachęca nas do spojrzenia na całe nasze życie z innej perspektywy. Pokazuje jak wszystko może się zmienić w ciągu jednej chwili. Jak to co znaliśmy i kochaliśmy może zamienić się w ruinę. I choć nasz świat tak naprawdę nie ucierpiał, wiemy jak czuje się Karou, gdy dowiaduje się o upadku chimer. Czuje się zdradzona i oszukana. Nie wie co począć ze sobą. Tuła się po gruzowiskach jej dawnego życia. Tego, który straciła tak wiele lat temu. Żałuje wielu decyzji i obwinia się o klęskę swojego narodu. Dlatego, gdy znajduje swojego wroga wśród gruzów, pomaga mu i stara się odpokutować swoją winę. Szkoda tylko, że wszystko co jej opowiadają nie jest prawdą.

Autorka ponownie zabiera nas w podróż po niezwykłym świecie pełnym aniołów i chimer. Zabarwia naszą nudną i szarą rzeczywistość wszystkimi kolorami tęczy. Jej styl pisania jest bardzo specyficzny. Osobiście trochę trudno czytało mi się całą powieść, mimo że ciekawiły mnie dalsze losy niebieskowłosej dziewczyny. Nie jest to lektura dla osób szukających chwili wytchnienia. Aby zrozumieć ją całą, należy się w niej zatracić, zapominając o wszystkim co nas otacza. W tej książce czuje się magię, która powoduje że całość jest piękną opowieścią, mimo że znajduje się w niej tyle krwi i bólu. Widzimy świat inny od naszego. Spostrzegamy coś co nie było nam dane nigdy zaznać i raczej nie tęsknimy za tym, choć z drugiej strony chcemy poczuć się jak bohaterzy tej lektury.

Pierwszy raz cieszę się z tego, że książka została napisana w narracji trzecioosobowej. Dzięki temu poznajemy jedną historię z kilku różnych perspektyw. Nie stajemy się subiektywni i nie trzymamy strony tylko głównej bohaterki. Dzięki takiemu zabiegowi jesteśmy obiektywni wobec wszystkich. Oceniamy według swoich standardów i rzadko kiedy poznajemy opinię bohatera. Staramy się odczytać zachowanie postaci w książce i wiemy kiedy postępują dobrze, a kiedy mają problem z wybraniem dobrej intencji. Autorka bardzo umiejętnie i w doskonałych proporcjach dawkowała historie, pokazując nam co może się wydarzyć. Czuję się jakbym zjadła bardzo dobre ciasto, którego składniki zostały dokładnie dobrane.

Może niektórych zachęciłam tą recenzją, może niektórzy stwierdzą że to nie jest książka dla nich, ale mam taką malutką nadzieję, że znajdą się osoby, które docenią piękno tej książki. I może druga część troszkę nie spełniła moich oczekiwań, ale myślę, że wcale nie była najgorsza.

Moja ocena: 8/10

0 komentarze