13. Recenzja „Osobiste demony” – Stacia Kane

12:29


„Ogień to bezpieczeństwo. Kruche bezpieczeństwo, to prawda, bo przecież sam w sobie jest niebezpieczny i przerażający. Ale fakt, że siedzi przy małym, kontrolowanym płomieniu, takim jak   ten, dawał  wrażenie, że dało się pokonać żywioł, choćby na krótko”
Megan Chase to terapeutka, która od niedawna zaczęła prowadzić program radiowy. Zapewnia w nim swoich pacjentów, że zabije ich demony. A oni jej wierzą. Tak samo jak wierzą istoty z piekła, które chcą ją zamordować. Choć dziewczyna posiada zdolności parapsychologiczne, w istnienie demonów nie może uwierzyć. A tym bardziej w to, że jeden z nich postanowił jej pomóc. Postanowił ją uratować. Do tego jeszcze dochodzi tajemnicza grupa terapeutyczna, której nikt nie opuszcza, nawet po uleczeniu. A także wywiad z Megan o jej życiu. I jak tu powiedzieć wszystko o sobie skoro większa część to rzeczy tak nieprawdopodobne, że nawet głupi w nie nie uwierzy?

Na tą książkę już od dłuższego czasu polowałam. Nie powiem, że zawiodłam się fabułą, ale wszystko jest tak przewidywalne, że nie wiadomo czy warto w ogóle ją czytać. Miałam styczność już z wieloma podobnymi treściowo lekturami, choć nie chodziło o demony, a o wampiry. Mimo, że autorka zamiast krwiopijców zastosowała istoty z piekła to i tak wszystko jest bardzo podobne. Oczywiście główna bohaterka musi się zakochać w swoim wybawcy. Bo jakże by inaczej. Mi to bardzo nie przeszkadza, ale po prostu nie widzę tutaj nic świeżego. To jest takie odmrażanie kilka razy tego samego kawałka mięsa (dziwne to porównanie).

Zapewniam was, że mimo tego wszystkiego książka jest warta polecenia. Bardzo szybko się ją czyta i wciąga bez reszty. Pozycja idealna, jeśli chcesz usiąść i odpocząć po zbyt pracowitym dniu. Pomaga się zrelaksować i przenieść w ciekawy świat, czasami pełen niebezpieczeństw. Dający możliwość wypełnienia spokojnego wieczoru z herbatką w ręku. A gdy książka się skończy można upiec paszteciki według przepisu Megan, który znajduje się na końcu pozycji.

Lektura wydana została przez wydawnictwo Amber, które nie za bardzo lubię. Mimo, że publikują bardzo fajne pozycje później nie dokańczają serii. Najbardziej jednak nie podoba mi się ten cieniusieńki papier. Czy oni robią minimalizację kosztów? Denerwujące też jest to, że nowy rozdział nie jest na nowej stronie tylko wszystko zlewa się w jedną niezrozumiałą całość. Jeżeli brakuje im funduszy to niech nie wydają tylu książek na raz. Doprawdy żal mi ich…

Wracając do książki. Polecam ją raczej kobietom/dziewczynom. Nie sądzę żeby płeć męska znalazła tutaj coś wartego uwagi, bo duża część akcji skupia się na uczuciu między Dante a Megan.

Moja ocena: 5/10

3 komentarze

  1. Jakoś nie pociąga mnie ta książka. Niby zapowiada się ciekawie, ale po Twojej recenzji... wątpię, czy po nią sięgnę. Mam już dość tematyki wampirzo-demono-potworo-wilkołakowej. Podziękuję.

    Pozdrawiam i zapraszam:

    im-bookworm.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedyś Amber minimalizowało koszty z tego, co widzę :-) Teraz jest o niebo lepiej i nawet okładki ze skrzydełkami dają. A co do książki miałam bardzo podobne odczucia. Przeciętna powiastka, trochę nudna, ale reasumując dostała u mnie o punkt mniej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmm... miałam ochotę przeczytać tę powieść, jednak po Twojej recenzji, raczej sobie daruję :D

    OdpowiedzUsuń