28. Recenzja „Dziewczyna, którą kochały pioruny” – Jennifer Bosworth

21:09

„Piorun to król dowcipnisiów. Wśród ludzi, którzy zostali trafieni, nie ma dwóch osób, u których skutki byłyby takie same.”
Mia Price to siedemnastoletnia dziewczyna żyjąca w Los Angeles, które niedawno stało się ofiarą wielkiego trzęsienia ziemi, które zniszczyło większość miasta. Z wysokich budynków jedynie Wieża stoi nietknięta. Znajduje się ona jednak w miejscu nazywanym Rumowiskiem, na które nie zagląda zbyt wiele osób. Wszyscy starają się otrząsnąć z wydarzeń, które miały miejsce niecały miesiąc wcześniej. Niestety nie jest to łatwe. Wiele osób nie ma gdzie mieszkać. Dostęp wody, jedzenia czy leków jest prawie niemożliwy. Ludzie starają się jak mogą, jednak brak władzy sprawia, że nie wiedzą co czynić. Jedynie tajemniczy Prorok, który uważa, że rozmawia z Bogiem daje im siłę, której tak potrzebują. Nie wszyscy wierzą jego słowom, mimo że przepowiedział kataklizm, który spadł na Miasto Aniołów. Wielu ma wątpliwości, a największe Mia.

Dziewczyna nie wierzy w żadne słowo mrocznego Proroka. Znosi jego kazania jedynie dlatego że pomagają jej mamie wrócić do normalności po tym co spotkało ją w dniu trzęsienia ziemi. Od miesiąca razem z bratem Parkerem opiekują się swoją matką najlepiej jak umieją. Zdobywają leki, jedzenie i wodę. Gdy zaczynają ledwo wiązać koniec z końcem zaczynają chodzić do szkoły, gdzie codziennie wydawane są racje żywnościowe. Pierwszy dzień z powrotem w szkole nie jest łatwy dla Mii. Wiele się pozmieniało odkąd po raz ostatni postawiła stopę w miejscu nauczania. Tajemniczy Wyznawcy Proroka, zawsze ubrani na biało przechodzą korytarzami jakby to było ich terytorium. Stare twarze zmienione przez pryzmat cierpienia. Wszystko wydaje się takie nierealne. Uczniowie ze zmamieniami na dłoniach, Tropiciele, którzy chcą od niej czegoś, choć dziewczyna nie ma pojęcia o co może chodzić. Zagadkowy chłopak z cudownymi oczami,  który ostrzega ją przed Tropicielami i Prorokiem. Mia nie wie komu wierzyć, choć serce i ciało, okolone czerwonymi liniami od porażeń piorunami, dają jej jedną odpowiedź…

Bardzo… hm… interesująca ta książka. Może i nie jest napisana wybitnie, ale ma w sobie coś co nie pozwala że nie da się od niej oderwać. Przeczytałam ją jednym tchem. Pół w szkole, pół w domu. Tak bardzo intrygowała mnie ta historia, że nawet pochłaniałam ją na lekcjach. Ale nie jestem pewna co do intencji, którymi kierowała się autorka. Wszystko jest pięknie, ładnie, tyle że to ma być cykl, a skończyło się tak jakby to była tylko jedna książka. Są w niej przedstawione trzy dni z życia Mii. Nie wiem jakim cudem w tak krótkim czasie tak dużo przeżyła, ani jakim sposobem zakochała się, ale nie zmienia to faktu, że pomysł na książkę był niebanalny. Nigdy nie słyszałam o czymś takim, a świat w tej powieści został naprawdę barwnie przedstawiony.

Niemniej jednak przeszkadzało mi kilka spraw, które były tam opisane. Przede wszystkim wątek miłosny, który jest taki nijaki. Nie ma w nim uczucia. Są takie odklepane formułki, tak jakby wszystko było robione na siłę. Autorka powinna tylko delikatnie poruszyć sprawę miłości, a potem rozwijać ją w kolejnych pozycjach. Druga sprawa to: za dużo wszystkiego. W ciągu trzech dni zostało napchane tak wiele wydarzeń, że można by pomyśleć że minął z tydzień. Każdego dnia dzieje się milion rzeczy, który mają znaczący wpływ na fabułę. Według mnie lepiej byłoby rozciągnąć to trochę w czasie i przedstawić wszystko dokładniej z małymi przyziemnymi sprawami. Ale to tylko moje zdanie.

Mimo wszystko autorka zachwyciła swoim pomysłem i stylem, więc myślę, że zasługuje na szerokie grono czytelników. Nie mam pewności komu spodobałaby się ta książka, ale mam nadzieję, że fani paranormal będą zachwyceni.

Moja ocena: 8/10

2 komentarze

  1. To dobrze, że książka wypada całkiem fajnie pomimo tego napchania wydarzeń. Mam ją w moich letnich planach :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chcę ją przeczytać już od dawna :)

    OdpowiedzUsuń