77. Recenzja „Nieskończoność” - H.J. Rahlens

16:30

„Wyobrażać sobie życie bez niego to jakby wyobrażać sobie życie, którego się nie przeżyło.”
Jest rok 2264. Życie bardzo różni się od tego znanego nam obecnie. Podstawowymi sprawami zajmują się roboty – gotują, sprzątają, naprawiają. Wykonują czynności, do których zostały zaprogramowane. A ludzie mają coraz mniej zajęć. Oczywiście nadal muszą pracować, aby się utrzymać, lecz w domu, gdy powrócą do swojego prywatnego życia, czeka ich spokój i relaks. Nie muszą martwić się o siebie, czują, że mają już wszystko i cieszą się wszystkimi wynalazkami, którymi raczy ich technika. Najważniejsze jest mózgołącze, w którym mogą zapisać każde wspomnienie, każdą sekundę swojego życia. Mogą sprawdzać, co oznaczają nieznane im wyrazy lub kontaktować się z innymi osobami. Uważają mózgołącze za cud techniki, lecz istnieją również ludzie, którzy wolą żyć tak jak w XXI wieku. Bez mózgołącza, bez udogodnień, uczyć dzieci pisać, a przede wszystkim używać zaimka „ja”, który wyszedł z użycia wśród większości. Tę grupę nazywa się Leśnymi i mało kto ma ochotę się z nimi zadawać, ponieważ pobierają się z miłości i nie przestrzegają wielu zasad. A miłość od dawna już nie istnieje, dlatego lepiej zdać się na technikę, gdy chce się ustatkować.

Finn Nordstrom jest historykiem i tłumaczem z języka niemieckiego. Specjalizuje się w XX i XXI wieku, czyli czasie tuż sprzed Mrocznej Zimy, która zalała cały świat, pozostawiając po sobie ruinę. Dwudziestosześcioletni mężczyzna najczęściej zajmuje się nudnymi sprawozdaniami Deutsche Banku, dlatego, gdy zostaje mu zaproponowana praca nad tłumaczeniem pamiętnika trzynastolatki, zgadza się, choć nie do końca jest przekonany do tego przedsięwzięcia. Lecz już po kilku stronach dziennika Finn dostrzega w dziewczynie coś pięknego. Wie, że dobrze zrobił, zaczynając to tłumaczenie. Niedługo potem mężczyzna zostaje poproszony o pracę nad testowaniem nowej gry. Zgadza się z pewnym wahaniem, gdyż trochę się obawia tych zajęć. W testach towarzyszyć będzie mu Rouge, jego przyjaciółka. Razem wyruszają w podróż do Berlina z 2003 roku i zadziwiają się, z jakimi szczegółami zostało odtworzone to miasto. Nie mają pojęcia, że podróżują w czasie…

Sięgnęłam po książkę głównie ze względu na przepiękną okładkę, lecz opis również mnie zaciekawił. Byłam szczęśliwa, gdy ta powieść trafiła w moje ręce i nie mogłam się doczekać momentu, w którym zacznę ją czytać. Początek niespecjalnie nastrajał do dobrej lektury. Język był ciężki i brakowało w nim takiej lekkości, którą widać w kolejnych pozycjach danego autora, gdy styl się poprawia. Ponadto było zbyt wiele opisów, które tak naprawdę nie wnosiły niczego do fabuły. Wiem, że czasem rzeczy niezwiązane z głównym wątkiem są potrzebne, lecz nie przesadzajmy. Zawsze z największą niecierpliwością wyczekiwałam wpisów z pamiętnika Eliany. Były to wypowiedzi lekkie, proste i pełne energii – po prostu ciekawe i zapraszające. W przeciwieństwie do pozostałej części książki.

W opisie wspomniane jest, że wiek XXIII obchodzi się bez zaimka osobowego „ja”, lecz gdy przyjrzymy się bliżej i zaczniemy zwracać uwagę na wypowiedzi poszczególnych osób, zauważyć można, że czasami autorka zapominała o tym drobnym, choć niezwykle ważnym zabiegu. Poza tym denerwowały mnie te wypowiedzi w trzeciej osobie. Przez to nie dało się czytać książki płynnie. Bohaterowie z przyszłości dziwnie na mnie oddziaływali przez pomijanie zaimka „ja”, choć nie tylko to mnie irytowało. Mianowicie postać Finna była bardzo zmienna i niepewna. Czasem sam nie wiedział, co robić, co czuć, co myśleć. Wszystko to składało się na obraz dość nieogarniętego mężczyzny, który tak naprawdę jest nikim. Natomiast postać Eliany dodawała kolorytu całej historii. To dzięki niej ta opowieść była piękna i nie rzuciłam jej w kąt przy pierwszej lepszej okazji. Z wielkim zniecierpliwieniem czekałam, aż się pokaże i wtedy wszystko nabierało sensu i cała historia stawała się nieziemska. W takich chwilach miałam ochotę dać jej nawet najwyższą notę.

Do końca nie wiem, komu polecać tę książkę, choć niewątpliwie podróże w czasie i miłość aż po grób zainteresuje jedynie niewielki odsetek społeczeństwa. Przyznam szczerze, że czytałam dużo lepsze pozycje z wątkiem zaginania czasoprzestrzeni, lecz zazwyczaj były to wyprawy do naszej przeszłości – wiek XIV czy XV, zależy od książki. Tutaj natomiast mamy coś odmiennego. Z przyszłości przenoszą się do nas i to jest najciekawsze. Dzięki temu pomysłowi pozycja jest oryginalna i zasługuje na dobrą ocenę. Poza tym mimo licznych błędów warto się z nią zapoznać, bo ta wizja przyszłości wreszcie nie jest dystopiczna, co w ostatnim czasie jest bardzo modne i coraz bardziej mnie denerwuje. Dlatego zapoznajcie się z nią, a nuż się Wam spodoba.

Moja ocena: 7/10

5 komentarze

  1. Czytałam, jednak niezbyt przypadła mi do gustu ;/

    weronine-library.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Zastanowię się nad nią
    recenzjenadine.blogspot.com

    Zapraszam do mnie

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka czeka na swą kolej :)
    Świetnie napisałaś recenzję;p
    Musze ją wreszcie przeczytać ;)
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. To kolejna recenzja tej książki, z którą mam przyjemność się zapoznać. Po pierwszej, byłam mega pozytywnie nastawiona, z kolejną mój entuzjazm słabł. Może kiedyś ją przeczytam, ale nie mam potrzeby robić tego teraz :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja bardzo chciałabym przeczytać, ale nie wiem kiedy uda mi się znaleźć na to czas. :(

    http://po-uszy-w-ksiazkach.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń