97. Recenzja „Morze spokoju” - Katja Millay

17:49

„Natura to suka. Nie da się długo z nią walczyć”
Od dwóch lat nie żyję. Jestem cieniem siebie sprzed morderstwa, które całkiem zmieniło moje życie. Które wprowadziło mnie w stan egzystencji. Od tamtej pory żyję, choć tak naprawdę nie powinnam. W końcu jednak muszę zacząć wszystko od nowa. Muszę pójść do szkoły i ruszyć dalej z życiem, bo codzienne oglądanie bliskich mi osób, którym nie mogę powiedzieć prawdy sprawia, że mam już dość. Wyjeżdżam do ciotki i tam z dala od prawdy, która ciągnie się za mną od dwóch lat staję się nową Nastyą Kashnikov. Zaczynam ubierać się jak ruska kurwa i chować swoją twarz za toną makijażu. Już samym chodzeniem w czarnych miniówkach i szpilkach zwracam na siebie uwagę, jednak nie przeszkadza mi to. Ważne, że większość osób trzyma się ode mnie z daleka. Oprócz Drew. Chłopak ma niezły tupet i jeśli wierzyć plotkom przeleciał już większość nastolatek w tej szkole. Wiem czemu łazi za mną jak cień, jednak jego sławny czar na mnie nie działa i w końcu będzie musiał pogodzić się z porażką. Na razie jednak pójdę z nim na imprezę. Może wtedy da mi spokój?

Gdyby znalazł się jeszcze ktoś kto mnie nie zna to jestem Josh Bennett. Tak, ten Josh Bennett. Chłopak, który stracił każdego bliskiego jemu sercu. Lecz niektórzy twierdzą, że posiadanie kasy jak lodu zrekompensuje mi tę stratę. Nie, to się nie uda. Nie da się zrekompensować tego, że już nigdy więcej nie będę razem z moim tatą tworzył nowego stołu czy półki w garażu. Tak naprawdę to została mi już tylko jedna rzecz. Garaż, w którym nocą tworzę. Dzięki temu jeszcze nie oszalałem. Nie stoczyłem się i nadal walczę o lepszy dzień. To miejsce trzyma mnie przy życiu. Sprawia, że czuję się potrzebny. Poza tym jest jeszcze Drew, który mimo tego jak się zachowywałem jest moim przyjacielem. Mimo że różnimy się jak ogień i woda to zawsze możemy na siebie liczyć. Jednak czasem jedna przysługa może zmienić całe nasze życie. Czasem jedno słowo może sprawić, że świat który do tej pory znaliśmy zmieni się i już nigdy nie będzie taki sam.

Tak naprawdę nie ciągnęło mnie bardzo do tej książki. Bardziej na uwadze miałam inną z nowości Jaguara, ale co dziwne opinia pewnej zaprzyjaźnionej ze mną blogerki sprawiła, że zapragnęłam przeczytać tę pozycję. Jednak wcale nie miałam jej na uwadze, gdy wybierałam się na zakupy. Kupiłam ją, bo poczułam wielką chęć poznania tej historii i sprawdzenia czy wszyscy, którzy napisali pozytywne opinie mają rację.

Zanim zaczęłam czytać, opis przeczytałam tylko raz i było tu kilka tygodni wstecz, dlatego do końca nie wiedziałam o czym ta książka jest. Zdziwiłam się tym co zastałam w środku. Oczywiście na plus. Nie spodziewałam się tak specyficznej bohaterki, która nakłada na siebie nieskończoną ilość masek. Czytając książkę zobaczyłam zagubioną dziewczynę, która pod swoim skąpym ubraniem, toną makijażu i destrukcyjnymi myślami chowa wielką wrażliwość, piękno, a przede wszystkim samotność. Mimo że otaczają ją ludzie, których kocha to nadal czuje się samotna i tak naprawdę nie wie czego chce. Szuka po omacku, a gdy wreszcie znajduje to czego jej trzeba ucieka…

To samo można powiedzieć o Joshu. Chłopak jest bardzo samotny. Wszyscy dookoła niego umierają i boi się, że gdy dopuści kogoś zbyt blisko siebie to kolejna osoba zniknie. Dlatego jest bardzo rozważny w swoich wyborach i jego jedynym przyjacielem jest Drew, który nałogowo łamie dziewczynom serca i zachowuje się jak skończony dupek. Jednak Josh nadal jest sam ze swoimi narzędziami. Dlatego uważam, że tutaj widzimy różne wymiary samotności.

Tak naprawdę nie do końca wiadomo co jest wątkiem głównym w tej książce. Jest wiele wydarzeń, które składają się na ten jeden moment, który następuje na końcu pozycji. Lecz te zdarzenia nie są w jakiś sposób wyolbrzymiane. Po prostu są. Największą zaletą a jednocześnie wadą tej pozycji jest urywanie momentów, które są zbędne bądź w niektórych wypadkach potrzebne. Plusem jest, że momenty, które nie mają żadnego wpływu na dalszą akcje są wyrzucone, jednak czasami zdarza się tak, że autorka skracała rozmowę, której koniec bardzo chciałam poznać przez co trochę się irytowałam.

W pewnym momencie zaczęłam czytać tę książkę wolniej, ponieważ nie chciałam jej skończyć. Specjalnie nie zabrałam jej do szkoły, bo słyszałam, że można się pod koniec poryczeć. Przyznaję, w pewnym momencie historia sprawia, że kręcą się łezki w oku, jednak po moim policzku ani jedna nie spłynęła, mimo tylu zapewnień na wielu blogach i nawet fanpejdżu wydawnictwa. Dla mnie jednak najważniejsze jest to, że książka naprawdę potrafi strzaskać nasze serce na kawałki a później powoli złożyć je na nowo i sprawić, że zabije ono ze zdwojoną siłą.

Warto jeszcze wspomnieć o bohaterach, którzy są naprawdę genialnie wykreowani. Przede wszystkim polubiłam Nastyę, choć prawdopodobnie gdybym poznała ją, gdy była pianistką to nie byłoby tak kolorowo. Dziewczyna jest cudowna w posługiwaniu się tym językiem i mówieniem bez słów. Cieszę się, że ta historia została pokazana w narracji pierwszoosobowej, ponieważ możemy poczuć te wszystkie emocje, które się wylewają z niej oraz Josha – chłopaka, który nie ma już nic.

Jednak postacią, która urzekła mnie najbardziej jest ktoś kto pojawia się tylko czasem. Jak łatwo się domyślić chodzi o Drew, który mimo tego jak się zachowuje tak naprawdę jest inteligentnym chłopakiem, który wie, że popełnił błąd. Jednak nadal nie ma pojęcia jak go naprawić i to go dołuje.
Podobało mi się również to, że w książce obecne są przekleństwa, które w obecnym świecie wśród nastolatków często królują. Całe szczęście nie używane są one jako przecinki, jednak są dozowane i przedstawiane w momentach, w których naprawdę ich potrzeba. Mogę czytać książki, gdzie raz na jakiś czas pojawi się bluźnierstwo jak tutaj. Jednak nie potrafię zdzierżyć jak co drugie bądź co trzecie słowo to „kurwa”. To jest wielka przesada.

Zanim skończę powiem Wam jeszcze coś. Jestem pewna, że za to stwierdzenie mogę zostać wrzucona przez niektórych w czeluście piekła, jednak całym swoim sercem i całą swoją duszą chciałabym obwieścić, że książka Morze spokoju autorstwa Katji Millay jest lepsza od pozycji, która wstrząsa całym światem i sprawia, że nawet najwięksi macho płaczą, czyli Gwiazd naszych wina by John Green. Sądzę tak, ponieważ z tej pozycji wyniosłam o wiele więcej prawdy i świata, a przede wszystkim nowych doświadczeń i nie wylałam nawet jednej łezki niż przy GNW, gdzie poryczałam się jak głupia, a tak naprawdę poznałam jedynie smak straty i kruchości życia. Morze spokoju dało mi więcej nadziei, więcej światła, miłości i poświęcenia. Może i pokazało jak niestabilne jest ludzkie życie i w każdej chwili może zniknąć, jednak dowiedziałam się również jak pachnie samotność w różnych wymiarach.

Podsumowując, książka w pełni zasługuje na te wszystkie pozytywne opinie, które goszczą na wielu blogach. Warto ją przeczytać, aby poznać jak smakuje prawdziwy świat i jak życie potrafi dać w kość nawet niewinnym nastolatkom.

Moja ocena: 9,5/10

13 komentarze

  1. Jak ja beczałam na "Gwiazd naszych wina", to jak będę czytać to, to nie będę wstawała z łóżka. Mam zamiar kupić, tę powieść na Targach, bo sądzę, że chodzi za mną od dłuższego czasu.
    By the way: Jak u ciebie ocena jest wysoka, to na 100% się nie zawiodę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka - fenomen, aż się boję po nią sięgać, bo zdążyłam nad podstawie recenzji wyhodować gigantyczne oczekiwania. Na pewno sięgnę po ,,Morze spokoju", choć wcześniej byłam sceptyczna. Bo skoro jest lepsze od Gwiazd naszych wina...

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam, zachwyciłam się, uwielbiam i miło wspominam, ale nie uważam, że jest lepsza od "Gwiazd naszych wina". Jest bardzo przemawiająca, mądra i wzruszająca, jednak w mojej ocenie jeszcze sporo jej brakuje do "GNW" ;) Jednak szanuję Twoje zdanie :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam tą powieść na półce i słyszałam tyle dobrych opinii o niej, że muszę czym prędzej sięgnąć :D

    weronine-library.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Oksy - czyli mam ją chwytać i to szybko xD
    Widzę, że powoli dorównujesz mi z długością recek :D

    OdpowiedzUsuń
  6. wow. recenzja Jane nie zachęciła mnie tak jak Twoja. chyba jednak warto przeczytać Morze spokoju.
    ps - jestem czymś więcej niż największy macho najwidoczniej, bo nawet mokrych oczu przy GNW nie miałam XD

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam w formie ebooka i nie wiem, czy to forma wpłynęła tak na odbiór... ale książka nie trafiła akurat do mnie. GNW pochłonęłam bardzo szybko, a "Morze spokoju" momentami aż męczyłam. Dobrze, że jest tyle książek, bo dzięki temu każdy może wybrać coś dla siebie. Ani ta historia do mnie nie trafiła ani nie udało mi się polubić żadnej z postaci. Podobał mi się wątek niemal kryminalny (z zagadkami przeszłości) i zakończenie. Zachowanie głównej bohaterki często przywoływało mi z pamięci inną książkę ("13 powodów") i może dlatego (w porównaniu z tamtą) "Morze spokoju" wypadło o wiele słabiej.

    OdpowiedzUsuń

    OdpowiedzUsuń
  8. Twoja recenzja jest bardzo ciekawa. Książka wydaje mi się bardzo interesująca! Sięgnę po nią :))

    OdpowiedzUsuń
  9. Biorąc pod uwagę, że ta książka zyskuje same dobre opinie - chyba się jedna skuszę!

    OdpowiedzUsuń
  10. hmm..... książka lepsza od "Gwiazd naszych wina" ? No way! Po prostu muszę dowiedzieć się co i jak! Opis rzeczywiście wygląda bardzo zachęcająco :)

    http://czytanie-i-ogladanie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Oj nie zgodzę się, że lepsza ;P Na równi bym ją dała ;D Jednak GNW wycisnęła ze mnie wszystkie łzy ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie czytałam "Morza spokoju" ani "Gwiazd naszych wina", więc ciężko mi się odnieść do Twoich słów, za które miałabym Cię wrzucić w czeluście piekieł :) Chętnie natomiast zapoznam się z oboma lekturami :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Wow, lubię takie historie, więc muszę się za nią rozejrzeć. A popłakiwać na książkach często mi się zdarza :)

    OdpowiedzUsuń