103. Recenzja „Noc świetlików” - Elżbieta Rodzeń

14:53

„Rozumiem, co czuje, ale wstał już nowy dzień, a my nie unikniemy tego co ma nadejść. Będzie musiała stawić czoło temu, co jest jej przeznaczone. (…) Teraz tylko musi odważyć się i pokazać im, jaka jest niesamowita”
Jestem Paulina i opowiem Wam swoją historię. Nie będzie ona cudowna, ani tym bardziej zabawna. Będzie o tym jak się stoczyłam i jak walczyłam i szukałam światła, które powoli gasło. Przebywałam już w tylu szpitalach psychiatrycznych, że po pewnym czasie przestałam już je liczyć. Nikt nie potrafił mi pomóc, a osoby, które powinny być przy mnie w trudnych chwilach oddały mnie jak niechcianą zabawkę. Czułam się źle. Terapia nie przynosiła rezultatu i to czego się najbardziej bałam, czyli przeniesienie na oddział zamknięty stawało się coraz bardziej realne. W końcu nastąpił ten dzień i trafiłam tam. Broniłam się jak mogłam, jednak w moim trzydziestopięciokilogramowym ciele nie było tyle mocy, która pozwoliłaby mi się wyzwolić. Przywiązano mnie pasami do łóżka. Dlaczego moi rodzice na to pozwolili? Wyglądało na to, że tak zakończy się mój żywot. Nie wyleczyli mnie z anoreksji, więc lepiej pozbyć się zbędnego bagażu i żyć dalej. Zaczynałam się z tym nawet godzić, jednak pewien sanitariusz powiedział, że pomoże mi stamtąd uciec. Zgodziłam się, bo czułam, że wszędzie jest lepiej niż w tym więzieniu. W niezrozumiały dla mnie sposób uwolnił mnie i zabrał ze szpitala. Zawiózł mnie do chatki, gdzie mieszkał ze swoimi braćmi. Chatki, w której całe moje życie legło w gruzach i odbudowało się na nowo.

Na książkę miałam wielką ochotę od czasu, gdy zbierałam informacje na temat zapowiedzi marcowych. Przeczytałam jej opis i pomyślałam, że może to być coś dla mnie. Dawno nie czytałam książek z elfami w roli głównej. Dlatego gdy dostałam możliwość zapoznania się z książką nie wahałam się ani chwili i czekałam aż do mnie dotrze.

Jak na debiut książka jest naprawdę bardzo dobra i mimo że zawiera kilka błędów to bardzo dobrze się ją czyta. Podstawowe rzeczy są wyjaśnione i mimo że czasami brakuje ci jakiegoś szerszego, bardziej szczegółowego opisu to i tak można być zadowolonym z tego co się czyta. Jedynym minusem dla mnie było słabe wyjaśnienie elfów i całej ich natury. Autorka zamiast skupić się na ich społeczności większość swojej uwagi poświęciła miłości rosnącej między bohaterami. Mam nadzieję, że książka doczeka się kontynuacji, w której znajdę odpowiedzi na nurtujące mnie pytania i dowiem się jak to z tymi elfami było.

Sam zamysł według mnie był bardzo ciekawy i wykonanie też nie było najgorsze, jednak według mnie narracja powinna być albo całkowicie trzecioosobowa, albo pierwszo. W pozycji spotykamy się z narracją ze strony Pauliny, która jest całkowicie pierwszoosobowa dzięki czemu możemy poczuć jej emocje. I ten zabieg przeplata się z trzecioosobową narracją, skupiającą się głównie na Szymonie. Skoro on zazwyczaj [mi się jednak wydaje, że zawsze, ale mogę się mylić] jest przedstawiany jako centrum tej narracji to dlaczego nie opowiada on sam o swoich przeżyciach? Czemu dopiero w epilogu to on zabiera głos? Nie wiem, ale chętnie się dowiem.

Podsumowując, szczerze polecam Noc świetlików i ze zniecierpliwieniem oczekuję kolejnych dzieł pióra Elżbiety Rodzeń, która niesamowicie zaintrygowała mnie tą powieścią. Mam nadzieję, że i Wam ta książka przypadnie do gustu.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość poznania losów Pauliny i jej elfich przyjaciół dziękuję:

4 komentarze

  1. To może być coś dla mnie jak najbardziej! Bardzo ciekawa opinia. Nie słyszałam o tej książce, aczkolwiek chcę to zmienić! :))

    OdpowiedzUsuń
  2. lubię debiutanckie książki, są najbardziej autentyczne :)
    pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  3. Oja, rzadko spotykam się z dobrymi debiutami. Muszę ją przeczytać! :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Elfy są mało popularne, a szkoda. Chętnie poznam tą historię, przekonałaś mnie ;)

    OdpowiedzUsuń