[Uciekajcie, Artemis zaczyna ględzić] Śliczne zagraniczne okładki

16:37

Dzisiejszy post będzie krótki i przyjemny. Przynajmniej dla oka.
Początkowo miałam napisać swoje zdanie na temat ekranizacji, jednak nie miałam do tego weny. Może kiedy indziej się do tego zabiorę i opowiem Wam to i owo o filmach na podstawie książek. Jednak na pewno nie będzie to dziś. Poza tym mam zamiar się zmobilizować i napisać zaległe recenzje, innymi słowy pragnę abyście w tym tygodniu poczuli się dopieszczeni przeze mnie ;) I żeby wreszcie nie ziało pustkami na blogu. Powoli zbieram się ze swojego małego kryzysu i mam nadzieję, że niebawem całkowicie mi przejdzie i znów będę w zastraszającym tempie pochłaniać książki i dzielić się swoimi opiniami na ich temat z Wami. Jak dobrze pójdzie to w przyszłym tygodniu opublikuję trzy recenzje i jeden luźny post. Mam wielką nadzieję, że uda mi się zrealizować ten cel, ponieważ już lekko zalegam z opiniami.
Jednak powróćmy do właściwego tematu posta i obejrzyjmy sobie okładki, które strasznie mi się spodobały [wszystkie lub większość z nich nie zostały wydane w Polsce]:
A i planuję jeszcze jeden okładkowy post, ale to kiedy indziej :) Wtedy na tapetę pójdą zagraniczne odpowiedniki polskich okładek.

Prawdopodobnie gdybym bardziej się postarała to znalazłabym ich więcej, ale mam nadzieję, że na razie tyle Wam wystarczy ;)
No i co sądzicie o moim wyborze? Jak podobają Wam się wymienione okładki? Które według Was są najlepsze, a które wręcz przeciwnie?

10 komentarze

  1. Ja nie wiem, czemu zagraniczne książki są takie piękne. W Polsce wszystkie wydają mi się takie same, albo nijakie. Wszystkie paranormale mają na okładce jakąś dziewczynę albo jej twarz. I mimo że w Ameryce też są takie, to jakoś tak inaczej wyglądają i od razu widać, skąd jest dana książka...

    OdpowiedzUsuń
  2. Eh ja nie mogę patrzeć na te okładki, bo wiem, że nie wszystkie książki się u nas pojawią i boli mnie serce, jak na nie patrzę, bo je chcę. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. "Black city" ma w sobie pewną magię, tę erozję pięknego koloru. "Love letters to the dead" podoba mi się za skromność, za te duże litery, piękne tło i w ogóle. A "Tandem" za kolorystykę, pomysł i wykonanie. Reszta jest dla mnie taka... przesadzona, albo pozbawiona uroku. Ale gusta są różne. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "A thousand pieces of you" teraz dopiero zauważyłam. Też jest piękna!

      Usuń
    2. Mnie strasznie podoba się A thousand pieces of you <3

      Usuń
  4. "Love letters to the dead" podoba mi się od dłuższego czasu i na poważnie zastanawiam się czy ją kupić :) Cudowny font i wszystko inne. Breathe już prawie kupiłam, ale podobno książka w przeciwieństwie do okładki słaba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kiedyś też myślałam nad Breathe, ale w końcu zrezygnowałam :) Ale właśnie zamówiłam sobie jedną książeczkę po angielsku! Jeszcze zobaczymy czy mi się spodoba :) [nie ma jej w tym zestawieniu, ale o ile dobrze kojarzę to Ty jesteś w jej posiadaniu]

      Usuń
  5. "Soul taken" ma coś w sobie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. "Love unscripted" to nasza "Miłość bez scenariusza". Polska ma kiepską okładkę, ale oryginalna tez mi się nie podoba i średnio pasuje do treści... ;)
    Reszta fajna. podoba mi się zwłaszcza Unravel, kupiłabym bez czytania o czym jest ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. I jak ja mam wybrać najlepszą? Przecież wszystkie są piękne :-) Jeśli mogę dorzucę coś od siebie
    http://d.gr-assets.com/books/1333623382l/13056868.jpg <3

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń