114. Recenzja „Kłamstwa Locke'a Lamory” - Scott Lynch

18:23

„Lata dokonują swoistej alchemicznej sztuczki, przekształcając ludzkie mamrotanie w szacowne wypowiedzi. Udziel rady, mając czterdziestkę, a będziesz zrzędą. Udziel jej w wieku lat siedemdziesięciu, a uznają cię za mędrca.”
Wiele opowieści krąży na temat Ciernia Camorry wśród ludzi niższego czy wyższego statusu. Jedni sądzą, że jest on złodziejem, który okrada bogatych a łupy rozdaje wśród biednych. Drudzy, że jest on mordercą i strasznym złoczyńcą, który okradnie nawet biedaka. Prawda jest jednak trochę inna. To fakt, że jest on złodziejem, jednak nie oddaje nic biednym. Wszystko jest trzymane w skarbcu, a jest tego naprawdę wiele, ponieważ gang Locke’a Lamory okrada tylko arystokratów. Zostali oni niebywale wyszkoleni w swej sztuce przez Łańcucha, który doskonale ich uczył, jednak nie powiedział im co mają robić z tak dużą ilością pieniędzy, dlatego większość szła na planowanie kolejnych przekrętów. Niecni Dżentelmeni, bo tak nazywa się owa grupa, nie jest zbyt liczna, jednak każdy pełni w niej ważną rolę. Locke to świetny aktor i potrafi układać niesamowite plany przez co wszystko przemyślane jest do ostatniego szczegółu. Jean wraz z Siostrzyczkami, czyli swoimi toporkami jest świetnym wsparciem i w razie czego zabije kogo trzeba. Bliźniacy Calo i Galdo to typowi mięśniacy biegli w kartach i niewielkich machlojkach. Jest jeszcze ich uczeń – Pędrak, który dość szybko chłonie wiedzę i prawdopodobnie niebawem stanie się Niecnym Dżentelmenem. Ta grupa jest największym postrachem Camorry, jednak ludzie słyszeli tylko o Cierniu, który skrada się jak cień i nikt nie wie naprawdę kto to jest. Nikt nie wie jak go złapać. Wszyscy czekają na jego potknięcie, które wcześniej czy później musi nastąpić, ponieważ nikt nie jest nieomylny. Czyżby?

Do przeczytania książki zachęciła mnie pewna osóbka, blogerka, która ubóstwia ją i sądzi, że każdy powinien zapoznać się z tą historią. Ja z tego miejsca chciałabym Ci, Himi, niezmiernie podziękować za to, że namówiłaś mnie do przeczytania tej opowieści, ponieważ przeżyłam niesamowitą podróż. Mam nadzieję, że kolejne części tylko wzbudzą mój apetyt.

Jednak po kolei. Zacznijmy od tego co nie podobało mi się w tej powieści. Przynajmniej przez pierwsze 150 stron. Chodzi mi o przeskakiwanie w czasie. Raz znajdowaliśmy się w teraźniejszości, a raz wędrowaliśmy w przeszłość. Przez ten zabieg na początku ciężko było mi się wczuć w historię, jednak w końcu zauważyłam jak poznać w jakim czasie jesteśmy. Gdy rozpoczynał się rozdział miał on jakąś nazwę, natomiast gdy się kończył pojawiało się Interludium (również posiadające jakiś tytuł), czyli opowieść z przeszłości. Mimo tego że pierwsze ponad sto stron było dla mnie męczarnią, postanowiłam dać szansę książce. I dobrze zrobiłam, bo dalej było już tylko lepiej. Poza tym wydarzenia z przeszłości były bardzo ważne dla tego co działo się w teraźniejszości.

Gdy ogarnęło się jak wygląda hierarchia wśród złodziejaszków Camorry i jak działa sama ona wreszcie można było oddać się w całości lekturze i zagłębić w świat, który wypełni nas całych. Autor w sposób ciekawy przedstawił nam historię pewnego człowieka, który wiele przeżył i z każdą kolejną stroną zaczynało się lubić go coraz bardziej. Jednak on nie poprzestał na świetnym wykreowaniu głównego bohatera. Gdy otworzył wrota swojej wyobraźni poszedł na całość i stworzył wszystkie głębokie postaci, które wydawały się czymś więcej niż marnym tuszem na papierze. Dzięki tej opowieści mogliśmy przenieść się w świat całkowicie nam obcy i zorientować się, że jest on ciekawym miejscem, mimo że dużo było w nim brutalności. Jednak dzięki temu stawał się bardziej rzeczywisty i niesamowicie wciągający.

Spodobał mi się wątek kryminalny oraz inteligencja Locke’a, którą można było zobaczyć na każdym kroku. Również polubiłam to czym się otaczał, a przede wszystkim ludzi. Wszystkich Nocnych Dżentelmenów darzę pozytywnymi odczuciami i liczę, że w kolejnych częściach pojawi się tajemnicza Sabetha, o której tylko kilkakrotnie było wspomniane.

Uważam, że autor zrobił bardzo dobrze poruszając kilka wątków, które tak naprawdę sprowadzały się do jednego. Poza tym każdy ruch był nieprzewidywalny i nawet my sami nie wiedzieliśmy do końca co jest mistyfikacją, co było bardzo ciekawe. Nie można było się nudzić przy czytaniu jej, ponieważ gdy wciągnie Cię ona w swój świat to ciężko będzie Ci z niego się wydostać.

Podsumowując, polecam książkę fanom fantasy z kryminałem w tle. Jest to pozycja dla tych, którzy czasem lubią sięgać po trochę bardziej wymagające lektury i lubią zagłębiać się w niesamowity świat w nich ukazany.

Moja ocena: 9/10

Kłamstwa Locke’a Lamory | Na szkarłatnych morzach | Republika złodziei | The Thorn of Emberlain | The Ministry of Necessity | The Mage and the Master Spy | Inherit the Night

3 komentarze

  1. Ależ proszę, proszę, droga Artemis :D. Jeśli chodzi o kolejne części, to drugi tom jest jeszcze lepszy! Naprawdę! A trzeci to... cóż, sama zobaczysz :P.
    Ja tam połapałam się w Interludium już na samym początku, od pierwszego, więc nie miałam z tym problemu i książkę pokochałam od pierwszej strony. No i wiesz już, że uważam, że te Interludia są świetne (och, sytuacja z "Pająkiem" <3).
    Także ten, bierz się za dwójkę :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka, czeka na półce :D Grzecznie i w kolejce! Nie jesteś pierwszą osobą, która chwali tę książkę, także radość ma jest jeszcze większa!

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie czeka ta seria na półce już chyba z pół roku i nadal nie umiem się do niej dobrać. Zrzucę to na brak czasu ;)

    OdpowiedzUsuń