118. Recenzja „Dziesięć płytkich oddechów” - K.A. Tucker

18:40

„Świat nadal się kręci, nie zważając na znaczące zmiany w moim maleńkim wszechświecie.”
Cztery lata temu przeżyłam straszny wypadek samochodowy, w którym zginęli moi rodzice, najlepsza przyjaciółka i mój chłopak. Nie wyszłam z tego bez szwanku. Miałam zmiażdżoną prawą część ciała, którą trzeba było szybko odratować. Jednak zmieniłam się również w środku. Zginęła dawna Kacey, a na jej miejsce weszła sukowata zołza, która nie może znieść dotyku ludzkich dłoni. Całe moje dotychczasowe życie skończyło się w tamtej chwili, gdy pijani nastolatkowie wjechali w samochód mojego taty. Od tamtej pory razem z moją siostrą mieszkaliśmy z wujostwem. Może i ciotka była strasznie bogobojna, a wujek zbyt ekscentryczny i czasami pijany, to jakoś dało się z nimi przeżyć.  Dla mnie ważne było bezpieczeństwo Livie i moje treningi kickboxingu. Reszta nie miała znaczenia. W pewnym momencie jednak coś się zmieniło. Wujek niepotrzebnie zapukał do drzwi mojej młodszej siostry. Dlatego uciekłyśmy do Miami. Znalazłyśmy mieszkanie i chciałyśmy zacząć wszystko od nowa. Nasz plan jednak nie obejmował zaprzyjaźnienia się z lalką Barbie, która ma pięcioletnią córkę i prześladowania przez sąsiada, warto zaznaczyć, że przystojnego, który wywróci moje życie do góry nogami. Przede wszystkim jednak nie mieliśmy w planie powrotu Kacey sprzed wypadku. Jakie to dziwne, że jedno spotkanie może zmienić twoje życie już na zawsze.

Na książkę miałam ochotę odkąd tylko zobaczyłam ją w zapowiedziach. Szukałam jej w księgarni już dwa dni po premierze, jednak nie udało mi się jej wtedy odnaleźć. W końcu ją zamówiłam i gdy tylko trafiła w moje łapki, zabrałam się za jej lekturę.

Czyta się ją naprawdę szybko. Książka nie nuży i sprawia, że z każdą kolejną przeczytaną stroną ma się ochotę na więcej. Z zapartym tchem śledzimy losy Kacey i zastanawiamy się jak to się wszystko skończy. I może w głębi duszy mamy jakieś małe podejrzenia, to jednak zakończenie naprawdę może sprawić, że pozostaniecie przez niemałą chwilę wbici w fotel.

Jeśli chodzi o fabułę to szczerze powiem, że wcale nie jest ona wielce nadzwyczajna. Jest to typowa powieść New Adult. Jednak moim zdaniem zawiera ona w sobie jakiś magnetyzm, który przyciąga coraz to większe rzesze czytelników. I może nie każdemu spodoba się ta historia, jednak moim zdaniem każdy powinien ją przeczytać.

Jeśli chodzi o bohaterów to muszę przyznać, że bardzo ich polubiłam. Przede wszystkim Livie, Storm czy Trenta. Największą sympatią jednak zapałałam do Kacey, która podzieliła się z nami historią, która zmieniła bardzo wiele w jej życiu. Jest ona bardzo zagubiona w świecie, mimo tego że wcale tego nie spostrzega. Ta okładka idealnie pasuje do treści lektury. Bo Kacey naprawdę tonie. Nawet jeśli nie zdaje sobie z tego sprawy.

Jest jeszcze sprawa tych tytułowych dziesięciu płytkich oddechów. Ja, przyznam szczerze, że do końca nie wiem co one oznaczają. Wydaje mi się, że autorka tutaj pozostawiła nam wybór w jaki sposób to zinterpretujemy. Bo dla każdego z nas te dziesięć płytkich oddechów może znaczyć co innego, więc każdy może stworzyć swoją własną wersję, dlaczego mama Kacey kazała jej je brać.

Podsumowując, książka jest idealna na letnie wieczory, gdy potrzeba czasu na chwilę relaksu i głębszych refleksji. Polecam ją wszystkim i każdemu z osobna.

Moja ocena: 9,5/10

Dziesięć płytkich oddechów | Jedno małe kłamstwo | Four Seconds to Lose | Five Ways to Fall 

5 komentarze

  1. Jeju Jeju Jeju!
    Muszę ją zdobyć! Muszę!

    OdpowiedzUsuń
  2. Choliba, ja muszę to przeczytać! Zwłaszcza, jak TY zachwalasz :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Nawet jeżeli książka nie jest wyjątkowa, gdyż ma podobieństwa do innych tytułów z cyklu New Adult, to przyznaję, że jestem nią zainteresowana. Wydaje mi się mieć w sobie coś - jak sama to nazwałaś - magnetyzującego.

    OdpowiedzUsuń
  4. przeczytałabym, ale bez jakiejś szczególnej chęci. czytam teraz Morze spokoju (też zachwalane przez wszystkich) i jednak NA to nie jest mój gatunek..

    OdpowiedzUsuń
  5. Muszę koniecznie przeczytać!

    OdpowiedzUsuń