124. Recenzja „Drzewo migdałowe” - Michelle Cohen Corasanti

10:02

„Dobre rzeczy utrudniają wybór, złe rzeczy nie pozostawiają wyboru.”
Ta historia rozpoczyna się od straszliwego wydarzenia w młodym życiu Ahmada. Chłopiec w wieku zaledwie siedmiu lat odczuł, czym jest ból straty bliskiej ci osoby. Jego młodsza siostrzyczka, która miała ledwie roczek wbiegła ma pole pełne min, na które weszła, ponieważ ganiała kolorowego motylka. Nastąpiła na jedną z bomb i nie pozostało z niej zbyt wiele. Ahmad był świadkiem wielu wydarzeń, które zmieniły jego świat. Żył ze świadomością, że jego narodem rządzi wojna – gniew i nienawiść skierowana do oprawcy. Jednak on starał się być ponad to. Słuchał się swojego ojca, który uważał, że nienawiść do niczego nie prowadzi, że jest to „karanie samego siebie”. Ich rodzina nigdy nie miała lekko, jednak chłopiec nigdy nie przypuszczał, że w ciągu kilku chwil świat może ulec nieodwołalnym zmianom. W dwunaste urodziny Ahmada do ich domu zapukali żołnierze, którzy oskarżyli ojca chłopca o terroryzm. Został on zabrany i przez długi czas rodzina nie wiedziała, co się z nim dzieje. Jednak oni mieli większe kłopoty na głowie. Żołnierze spalili ich dom i zabronili budowania kolejnego. W szóstkę musieli żyć w namiocie i żywić się owocami migdałowca, który koło nich rośnie. W końcu Ahmad i Abbas, jego młodszy o rok brat, rzucili szkołę i postanowili pójść do pracy na budowie. Pracowali bardzo ciężko, jednak to nie zawsze wystarczało. Nadal głodowali i często jedli ryż z migdałami. W pewnym momencie Ahmad dostał życiową szansę szlifowania swojego geniuszu. Jednak w tym wypadku musiałby opuścić rodzinę. Skąd mieliby oni mieć pieniądze? Chłopak staje przed ważnym pytaniem – przyszłość czy teraźniejszość? Co jest ważniejsze?

Nigdy nie przeszło mi przez myśl, że przeczytam kiedyś książkę opowiadającą historię Palestyńczyka. Zwyczajnie nie gustuję w pozycjach, które nie są fantastyką [oprócz NA, ale to inna bajka]. Nie mam pojęcia co ostatecznie popchnęło mnie do poproszenia wydawnictwa o tę książkę, jednak muszę przyznać, że była to bardzo dobra decyzja z mojej strony. Warto było poświęcić kilka chwil tej opowieści.

Co mi się w niej podobało? Długo by wymieniać, jednak postaram się przynajmniej najważniejsze plusy Wam przekazać. Zacznijmy od pomysłu. Autorka w tej książce przedstawia nam historię Palestyńczyka urodzonego w 1948 roku. Poznajemy nie tylko jego życie, ale również to, co działo się w tamtych czasach w Izraelu. Jak świat był odmienny.

W poznaniu historii Ahmada pomaga świetny styl autorki. Dzięki niemu tą opowieść czyta się niesamowicie szybko i połyka się po prostu kolejne litery. Akcja ani na chwilę nie pozwala nam się zatrzymać. I może nie pędzi na łeb, na szyję, to jednak nie pozwala się od niej oderwać.

Dużym plusem są świetnie wykreowani bohaterowie i cudownie zbudowana fabuła. Ani trochę nie wydaje się być ona sztuczna jak to z niektórymi pozycjami bywa. Dzięki temu całkowicie zatracamy się w niesamowity świat wojny, w którym tak naprawdę nigdy nie chcielibyśmy żyć. Dzięki temu poznajemy prawdę.

Tak naprawdę to nie mam pojęcia jak mam ująć w słowa to co chciałabym Wam przekazać. Jak powiedzieć, że ta pozycja wycisnęła na mojej duszy niezatarte znamię? Jak powiedzieć, że świat w niej przedstawiony to istne mistrzostwo świata? Jak powiedzieć, że nigdy o niej nie zapomnę?

Myślę, że do tej książki idealnie pasuje powiedzenie: po burzy zawsze wychodzi słońce. Trzeba tylko czasem na nie poczekać.

Podsumowując, polecam tę książkę każdemu. Wszyscy powinni poznać historię, która nie zawsze pozwalała na radość. W której można odkryć najróżniejsze odcienie rzeczywistości…

Moja ocena: 9,5/10

Za możliwość poznania tej niebanalnej opowieści dziękuję wydawnictwu Sine Qua Non!

3 komentarze

  1. już od jakiegoś czasu mam na nią ochotę. myślę że mi się spodoba, bo powieści tego pokroju prawie zawsze przypadają mi do gustu:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow, zapowiada się niesamowicie! Lubię takie książki, gdzie nie wszystko jest łatwe. Chętnie przeczytam. :)

    OdpowiedzUsuń