129. Recenzja „Wierni wrogowie” - Olga Gromyko

13:35

„Ten co zdradził wroga, kiedyś zdradzi też przyjaciela”
Szelena nie jest zwyczajną mieszkanką Wysiedliska. Swój dom ma poza murami wioski, w lesie, aby nikt nie wściubiał nosa w jej życie. Woli żyć na uboczu, ponieważ nikt nie przepada za wilkołakami. Dlatego nikt z wioski nie wie, że pomocnica znachora jest straszliwą pomroką. Szelena stara się ukryć ten fakt jak najlepiej, ponieważ już wiele razy z tego powodu zmieniała miejsce zamieszkania. W Wysiedlisku jest już trzy lata i raczej nie ma ochoty uciekać. Pewnego dnia od karczmarza dowiaduje się, że przypałętał się niedawno mag, polujący na pomroki. Wkurzył kilku facetów, więc go stłukli na kwaśne jabłko. Szelena z niewiadomo jakiego powodu odnalazła czarodzieja, którego wszyscy uważali już za zmarłego. Przyprowadziła do swojej chaty i zaczęła go pielęgnować z całą miłością na jaką stać wroga. Nie podejrzewała, że ta mała decyzja zrzuci jej na barki młodego ucznia maga, który będzie chciał pomścić śmierć swojego mentora na biednej pomroce. Szelena jednak nie za bardzo zwróciła na niego uwagę. Wzruszyła tylko ramionami i żyła dalej. Jakiś czas później niedaleko Wysiedliska zobaczyła paskudnego potwora – kudłaka. Czyli pół wilkołaka, pół wilka. To paskudne bydlę szalało wokół jej terenu. Szelena postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i przegonić bestię. Jednak mieszkańcy Wysiedliska już zaczęli rozsiewać paskudne plotki. A jedno małe wydarzenie sprawiło, że pomroka musiała uciekać w towarzystwie swojego największego wroga…

To moje kolejne spotkanie z panią Olgą Gromyko. Mam za sobą dopiero dwa tomy przygód o W.Rednej, a Wierni wrogowie mieli przedstawiać świat przed Wolhą, dlatego się na nich skusiłam. Kupiłam tę książkę pod wpływem impulsu i nie żałuję swojej decyzji.

W tej powieści można zauważyć, że styl Gromyko nadal jest niezmienny. Mimo że jest to inna historia [choć opowiadana w tym samym uniwersum], pióro autorki nie zmieniło się ani na jotę. Jednak tutaj mamy do czynienia z całkiem inną opowieścią.

Moim zdaniem cykl o W.Rednej jest dość lekki i łatwy w byciu. Natomiast ta książka jest już trochę inna. Bardziej głębsza. Przede wszystkim takie wrażenie sprawia główna bohaterka, która jest całkiem inna niż Wolha. Szelena jest mniej zwariowana, bardziej stanowcza i zdeterminowana. Być może chodzi również o to, że Wolha jest magiem, a Szelena wilkołakiem. Może Gromyko chciała w ten sposób pokazać jakie różnice można wyłapać pomiędzy samym pochodzeniem.

Jeśli chodzi o bohaterów to polubiłam Weresa, choć czasami mnie irytował swoim zachowaniem. W ogóle czasami to oni wszyscy robili całkiem niezrozumiałe dla mnie rzeczy. Raz byli rozsądni i logiczni, by za chwilę stać się całkowicie chaotyczni. Ciężko było za nimi nadążyć.

Do jednej rzeczy, jednak muszę się przyczepić. Mianowicie do korekty. W wielu miejscach jest ona fatalna. Przede wszystkim drażnił mnie brak przecinka przed ‘ale’. Akurat ten błąd pojawił się kilka razy, więc łatwo było go dostrzec. Czasami zamiast kropki był przecinek. No i czasami przed niektórymi spójnikami brakowało przecinków. Polecałabym zmienić korektora i to jak najszybciej.

Podsumowując, książkę polecam fanom serii o W.Rednej. A jeśli jeszcze nie miałeś okazji znaleźć się w świecie Belorii, to ja polecałabym jednak najpierw zaznajomienie się z cyklem o Wolhie, ponieważ jest on dużo łatwiejszy w obyciu.

Moja ocena: 8/10

1 komentarze

  1. Skoro polecasz, to chętnie się za nią wezmę, ale jako że początkuję w twórczości autora to zacznę o cykli Wolhie

    OdpowiedzUsuń