130. Recenzja „Magia krwi” - Tessa Gratton

16:50

„Czaszka to jakby jedna z Twoich masek, tylko że pod twarzą, a nie na niej.”
Czy życie jest sprawiedliwe? Nie, choć czasem bywa. Czy życie jest okrutne? Nie, choć czasem bywa. Czy życie daje nam szczęście? Tak i to jest najważniejsze. W pewnym momencie musiałam się do tych myśli przyzwyczajać. Zacząć rozumieć, że to co mnie spotkało to nie jest wina życia, diabła czy moich rodziców. Stało się, co się stało. Moi rodzice nie żyją. To ja znalazłam ich skąpanych w kałuży krwi w gabinecie ojca. To moje włosy zostały umazane ich krwią. To ja zamiast zadzwonić po pomoc po prostu klęczałam przy ich martwych ciałach. W ten sposób znalazł mnie mój brat Reese. On wezwał pomoc i starał się pomóc mnie, choć nie widziałam w tym sensu. W tym momencie świat przestał się na chwilę kręcić. Życie dało mi mocnego kopniaka. Choć to nie do końca tak. Przecież życie nie decyduje o tym jak będziemy żyć. To nasze wybory o tym świadczą. Dlatego nie oskarżam go o wszystko i kroczę dalej. Przytłoczona wydarzeniami, które całkowicie mnie odmieniły starałam się po prostu egzystować. W końcu jednak pojawiła się jedna mała paczuszka zaadresowana do Silli. Do mnie. Od Diakona. Kimkolwiek on był. Przedstawił się co prawda jako przyjaciel mojego ojca, jednak nigdy go nie poznałam. Dlatego dość długo nie otwierałam tej paczki. Jednak gdy to zrobiłam wszystko się zmieniło. Poznałam świat, bez którego teraz nie mogę istnieć. I poznałam chłopaka, który jest pełen tajemnic…

Premierę tej książki dość długo przekładano. Gdy pierwszy raz znalazła się ona w zapowiedziach chciałam ją mieć w swojej biblioteczce, jednak gdy zaczęto zmieniać datę premiery, mój zapał stopniowo malał. Dlatego sama się zdziwiłam, że podczas targów w Warszawie ją kupiłam. Nie spieszyło mi się z czytaniem, ponieważ słyszałam kilka niezbyt pochlebnych opinii na jej temat i jakoś nie chciałam sobie psuć nastroju tą powieścią. W końcu sięgnęłam po nią i…

Zacznę od wad, których jest naprawdę sporo. Moim zdaniem cały temat został w zły sposób ugryziony. Oczywiście sam pomysł naprawdę mi się spodobał! Było w nim coś powtarzalnego i niespotykanego jednocześnie. Jednak wydaje mi się, że autorka trochę za bardzo pomieszała. Można było to zrobić w bardziej nieskomplikowany oraz mniej przewidywalny sposób. Dość łatwo jest przewidzieć, kto jest złym charakterem w całej powieści, co zabiera nam część frajdy.

Myślę, że autorka również nie poradziła sobie w kwestii bohaterów. Zostali oni dość pobieżnie potraktowani. Co prawda mamy do czynienia z narracją ze strony dwóch osób – Silli i Nicka – jednak brakuje im głębi. Są tacy płytcy, a przede wszystkim relacja między nimi jest mocno naciągana. Postacią, która w jakiś sposób mnie urzekła był Reese, jednak jego akurat jest mało w całej opowieści, nad czym szczerze ubolewam…

Muszę Wam jednak powiedzieć, że książka naprawdę mi się spodobała. Nie wiem czemu, ale ma ona w sobie jakąś magię, która sprawiła, że nie potrafię wypowiadać się o niej w stu procentach źle. Wydaje mi się, że sposób pisania również nie był jakoś specjalny, jednak naprawdę porwała mnie ta książka! Jak kiedyś się dowiem czym jest to spowodowane to Wam powiem, na razie będę nad tym kontemplować.

Podsumowując, książkę polecam, ponieważ mimo błędów jest naprawdę ciekawą opowieścią, nadającą się na nudne wieczory, gdy mamy ochotę tylko na relaks i kubek ulubionego trunku.

Moja ocena: 7/10
Magia krwi | Strażniczka krwi

3 komentarze

  1. Wiesz co i tu mnie zaszokowałaś... Mnie książka do gustu nie przypadła i nie dałam jej aż tyle, a tyś większy krytyk literacki... xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Ej miałam chyba podobnie, że nie mogłam jej całkowicie xle ocenić :)

    OdpowiedzUsuń
  3. kubek ulubionego trunku, brzmi jakbyś whisky pijała do książek, chociaż to chyba nie jest wcale taki zły pomysł :D

    OdpowiedzUsuń