138. Recenzja „Coś do stracenia” - Cora Carmack

18:28

„Kiedy byłam mała i cierpiałam po stracie przyjaciółki, mama powiedziała mi, że niektóre znajomości po prostu się kończą. Błyszczą jasno jak gwiazdy, aż pewnego dnia nagle znikają. Wypalają się.”
Bliss uczęszcza na studia aktorskie, ma dwadzieścia dwa lata i jeden problem. Nigdy nie spała z żadnym facetem. Jej przyjaciółka, gdy dowiaduje się o tym, od razu zabiera ją do klubu i chce, żeby znalazła sobie jakiegoś i poszła z nim do łóżka, żeby w końcu nie była jedyną dziewicą na studiach. Plan prosty i teoretycznie łatwy do zrealizowania. Jednak Bliss ma inne zdanie. Nie bardzo podobają jej się mężczyźni w klubie i im mocniej myśli o stracie dziewictwa tym bardziej zaczyna panikować. W momencie, gdy ma zamiar się poddać i idzie do łazienki spotyka niezwykłego faceta, który przyszedł do klubu nie tańczyć, a czytać. Nie jest to zbyt częsty widok i Bliss postanawia zagadać. Okazuje się, że jest nieziemsko przystojny i dziewczynie na samą myśl o tym, że ją całuje miękną kolana. Zaczyna z nim flirtować i niedługo potem lądują razem w łóżku. W trakcie pocałunków Bliss jednak zaczyna coraz bardziej panikować i wymyśla najgłupszą wymówkę świata. Ucieka i zostawia faceta półnagiego w łóżku. Gdy dziewczyna myśli, że najgorsze ma już za sobą, okazuje się, że świat jednak bywa okrutny, bo następny dzień na uczelni wcale nie jest taki łatwy…

Nie wiem dlaczego, ale odkąd ta książka pojawiła się w zapowiedziach to coś czułam, że powinnam się z nią zapoznać. Mimo tego, iż podejrzewałam, że będzie to dość przewidywalna lektura, która tak naprawdę nie będzie różniła się niczym od tych wszystkich książek z tego gatunku. Mimo że i tak wiedziałam jak się to wszystko skończy. Mimo że miałam do niej wiele obaw. Kupiłam ją i przeczytałam. I nadal nie wiem czy to dobrze czy źle.

Po przeczytaniu krótkiego opisu z tyłu książki można tak naprawdę przewidzieć doskonale dalsze losy bohaterów, jednak nie można sprawdzić czy styl autorki sprawi, że ta sztampowa opowieść nabierze kolorków. Szczerze powiedziawszy dzięki tej wszechobecnej wesołości ma się wrażenie jakby cała opowieść nie była całkowicie na poważnie i dzięki temu nie jest ona od razu brana za taką zwykłą. Mimo tego, że tak naprawdę nie zadziwia ona niczym szczególnym to będę ją wspominać dość ciepło i chciałabym kiedyś sięgnąć po kontynuację. Sprawdzę czy autorce starczy poczucia humoru.

Jeśli chodzi o bohaterów to szczerze powiem, że nie wyróżniali się niczym szczególnym. Powiem więcej – byli niezwykle irytujący. Przede wszystkim Bliss, która bez przerwy wpatrywała się w Garricka i nie widziała świata poza nim. Wydaje mi się również, że za bardzo został podkreślony jego wygląd, a nie inteligencja. Do tego autorka dodała jeszcze małe dość banalne komplikacje, które sprawiały, że dziewczyna myślała ciągle o tym samym.  Jak na inteligentną osobę wydawała się być trochę pusta…

Podsumowując, nie wiem do końca czy warto ją Wam polecić, bo nie ma w niej nic zaskakującego i wartego większej uwagi. Jednak książka wciąga i naprawdę szybką się ją czyta, więc może jednak warto poświęcić jej chwilę albo dwie?

Moja ocena: 6/10

Coś do stracenia | Coś do ukrycia | Finding It

3 komentarze

  1. Wśród moich koleżanek wywołała pozytywną falę - no bo Garrick... :D Lekka i wciągająca, ale nic specjalnego. Chociaż kot jest moim nr 1!

    OdpowiedzUsuń
  2. To jedna z tych okładek, które wołają, nie ważne jakie opisy i opinie, wiem, że kiedyś muszę ją przeczytać

    OdpowiedzUsuń
  3. czytałąm wiele bardzo pozytywnych opinii, Twoja jest troszkę inna, a ta lektura była od jakiegos czasu w moich "must read'ach", ale po Twjej opini mam trochę mieszane uczucia co do tej lektury :
    serdecznie pozdrawiam, zwariowana książkoholiczka

    OdpowiedzUsuń