149. Recenzja „Taniec cieni” - Yelena Black

13:38

„Im jesteś lepszy, tym większą presję na ciebie wywierają, żebyś ich nie zawiódł. A jak się znajdziesz na szczycie, upadek na dno jest dużo dłuższy i bardziej bolesny.”
Autor: Yelena Black

Tytuł: Taniec cieni

Seria: Taniec cieni #1

Wydawnictwo: Albatros

Narracja: trzecioosobowa

Główny bohater: Vanessa Adler – 15 lat

Ogumienie: Zdecydowanym plusem tej książki jest jej okładka, która przyciąga wzrok. Podoba mi się, że tancerka idealnie wpasowuje się w klimat powieści, dzięki czemu te dwie rzeczy tworzą całość.

Coś oryginalnego: Moim zdaniem niepowtarzalne jest wykorzystanie baletu w tej książce. Jest ono naprawdę ciekawe i zastanawiające.

Najlepsze zastosowanie: Vanessa jest urodzoną baletnicą, jednak to jej siostra robi to z większym sercem. Dla Margaret taniec to całe życie i dlatego wiąże z nim swoją przyszłość. Pragnie dostać się do najlepszej szkoły baletowej w kraju, czyli Nowojorskiej Akademii Baletowej. Dziewczynie w końcu udaje się zostać tancerką NAB. Wyjeżdża gonić za marzeniami. Dziś mijają trzy lata, odkąd wszelkich słuch o niej zaginął… Rodzina Margaret przez kilka miesięcy jej szukała, jednak w końcu musieli się pogodzić z tym, że ją stracili. Oprócz Vanessy. Ona nigdy nie przestała wierzyć, że jej starsza siostra po prostu zniknęła. Nie wierzy, że umarła. Właśnie dlatego zgłasza aplikację do Nowojorskiej Akademii Baletowej. Nie robi tego dla tańca, ale dla siostry. Wierzy, że tylko tam może odnaleźć wszystkie odpowiedzi. Może dowiedzieć się, gdzie znajduje się Margaret. Jednak od tego celu odciągają ją inne sprawy, które zaczynają rzucać cień na tę idealną szkołę…

Tykać to kijem?: Odkąd pojawiła się zapowiedź tej książki chciałam ją przeczytać. Miałam zamiar nawet ją kupić, w końcu jednak udało mi się ją dorwać w bibliotece i cieszę się, że ją poznałam, bo jest naprawdę ciekawa.

Bohaterowie: Moim zdaniem postacie w tej książce są naprawdę dobrze skonstruowane. Są mocno realistyczne i naprawdę rozumiem zachowanie Vanessy, choć dość często mnie ono irytowało. Myślę, jednak, że w wielu przypadkach postąpiłabym tak samo, dlatego nie miałam do niej wyrzutów.

Według mnie autorka stworzyła bardzo realistyczne postacie, które sprawiały, że cała książka była odbierana bardziej rzeczywiście, mimo że miały w niej miejsce rzeczy nie z tego świata.

Pióro: Autorka pisze bardzo lekko i przyjemnie, dzięki czemu książkę czyta się w naprawdę szybkim tempie. Mi udało się ją skończyć jednego popołudnia. Szczerze powiedziawszy nie ma w stylu autorki nic specjalnego, jednak pozwala na całkowite zatracenie się w lekturze, co jest niezwykle pomocne.

Całokształt: Moim zdaniem książka jest naprawdę ciekawa i zawiera w sobie interesującą historię. Równocześnie jednak jest dość przewidywalna. Może nie da się przewidzieć wszystkiego, jednak niestety część się da… Nie zmienia to faktu, że autorka miała nieprzeciętny pomysł na książkę i wykorzystanie w niej baletu było naprawdę niesamowite.

Według napisu na tylnej okładce książki jest to thriller psychologiczny. No cóż, ja nazwałabym to po prostu fantasty, ponieważ nie dzieje się tam nic, co można by było zaliczyć do tej pierwszej kategorii. Dlatego nie radzę kierować się tym zdaniem, bo raczej nie spotkacie w tej pozycji niczego z thrillera.

Artemis radzi: Moim zdaniem warto zapoznać się z tą pozycją. Temat baletu jest to niezwykle ciekawie przedstawiony. Może i książka nie jest w stu procentach idealna, ale zdecydowanie nadaje się na długie zimowe wieczory, gdy człowiek pragnie się zrelaksować po ciężkim dniu.

Mój osąd: Rozkładający się zombie – 7/10

0 komentarze