Love story

14:53

 Co prawda Walentynki były wczoraj, ale jakoś nie udało mi się wyrobić z postem, dlatego dopwiero dzisiaj przedstawiam Wam listę par, które podbiły moje serce. Nie jest to zestawienie od najlepszej do najgorszej pary, po prostu wymieniam te, które w jakiś sposób najbardziej przypadły mi do gustu i ich miłość była/jest najpiękniejsza.

Saba i Jack to para bardzo burzliwa i trudna. Przede wszystkim w całej trylogii nie jest jej dużo, ponieważ Jack często ukrywa się albo musi jechać zrobić coś całkiem innego niż Saba. Nie zawsze są razem, ale jakoś wytrzymują ze sobą. Mam nadzieję, że w końcu odnajdą szczęście i będą razem poznawać świat i cieszyć się sobą.
Wybrałam tę parę do tego zestawienia, ponieważ uważam, że idealnie do siebie pasują, a Jack jest cudowny *tyle serduszek, że więcej to już chyba nie da rady* Co prawda Saba nie jest ideałem dziewczyny, ale mimo wszystko i tak ich uwielbiam :D

To w jaki sposób oni w końcu są razem jest niezrozumiałe nawet dla nich samych. Może i trochę to oklepane, bo najpierw nienawidzą się szczerze, żeby w końcu stwierdzić, że kochają się do szaleństwa, ale ja uwielbiam ich jako postaci i myślę, że jako para też zdają egzamin. Właśnie dlatego nie mogło ich tutaj zabraknąć.

Nie wiem co jest takiego w tej parze, a tym bardziej w tej książce, ale mimo wszystko i tak mi się podoba tak samo jak Ali i Cole. Para, która pasuje do siebie bardziej niż można przypuszczać. Mimo że różnią się w wielu sprawach i tak są razem. No i lubię tę parę, dlatego mam nadzieję, że niebawem uda mi się zapoznać z drugą częścią, która czeka już na mnie w bibliotece.

Znacie serię o Wiktorii, byłej diablicy, niedoszłej anielicy i potępionej na wieki, ale jednak nie tak do końca? To, o ile dobrze pamiętam, była moja jedna z pierwszych książek, w której występował trójkąt miłosny. No i od początku byłam za Belethem! Nie podobał mi się Piotruś, bo był taki ułożony, nijaki i po prostu mało męski. Za to diabełek był dużo fajniejszy i ciekawszy.
W sumie w tej serii to jeszcze można by było znaleźć jedną ciekawą parę. Oczywiście mam na myśli Azazela i Kleopatrę, czyli dwójka sługusów Lucjusza, którzy się kochają, ale raczej nie tworzą czegoś takiego jak związek. Dlaczego? Bo nie! Ale i tak ich uwielbiam :D

Jestem dopiero po sześciu częściach tego cyklu, dlatego nie zabijajcie mnie jeśli jeszcze nie wiem wszystkiego! Przeglądając strony poświęcone Śliwce można zauważyć, że wiele czytelniczek jednak jest za Komandosem. Ja na razie pozostaje sercem przy Morellim, ale wiadomo, co z tego będzie? Może za dziesięć części mi się zmieni? :D

Dora i Miron to para, której zdecydowanie nie jest za dużo w książce, ja bym nawet powiedziała, że jest ich za mało. Może czasami autorka trochę za bardzo skupiała się na tym, walącym się świecie, zamiast dać im kilka chwil sam na sam, ale i tak uważam, że ta dwójka jest cudowną parą i zasługują na szczęście, a przede wszystkim trochę odpoczynku od kolejnych katastrof ;)

Bez nich to zestawienie nie miałoby sensu. Ta para przebija wszystkie pary. Oni są tak idealnie dobrani, że lepiej się nie da. Pasują do siebie w każdym aspekcie i może podejmują często decyzje bez zgody drugiego i działają sami, żeby ochronić, tych których kochają. Najlepsza para książkowa, jaka kiedykolwiek powstała [przynajmniej z tych książek, które do tej pory przeczytałam].

A Wy kogo jeszcze umieścilibyście w takim zestawieniu?

0 komentarze