185. Recenzja „Oddawaj różdżkę, Phong!” - Łukasz Wasilewski

10:43

„(...) ktoś kiedyś powiedział, ze jeśli się w coś wierzy i ma się co do czegoś pewność, to trzeba o to walczyć jak lew, bo lepiej płakać po porażce i urwanej nodze, niż cieszyć się po odwrocie w jednym kawałku.”
Autor: Łukasz Wasilewski

Tytuł: Oddawaj różdżkę, Phong!

Wydawnictwo: ebookowo.pl

Narracja: trzecioosobowa

Główny bohater: Piotrek

Romans: będę wredna i nie powiem

Ogumienie: Ta okładka mnie przeraża ilością różu. Nie jestem fanką tego koloru i trochę mnie ona odstrasza, jednak trochę pasuje grafika. Oprócz koloru wszystko jest w jak najlepszym porządku. Jedyne czego nie rozumiem to tytuł, który tak średnio mi pasuje do całości, choć leciutko jest powiązany z akcją, ale niestety dopiero na samym końcu książki.

Najlepsze zastosowanie: Zosia Grochola jest nową, piękną pisarką, której książki coraz lepiej się sprzedają. Kobieta jednak czuje, że brakuje jej czegoś w życiu, mimo że jej kariera idzie w dobrym kierunku. Tatiana pracuje jako call girl i raczej nie myślała o tym, żeby przestać to robić, bo jest to dobrze płatna praca, a jej atuty idealnie się do tego nadają. Natalia jest dziewczyną z nieokiełznanym afro na głowie, uwielbiającą Batmana, a także rysująca świetnie obrazki do książek dla dzieci. Pozornie tych trzech dziewczyn nie łączy nic. W pewnym momencie jednak na ich drodze staje tajemniczy Szatyn, który wstrząsa ich światem. Ten chłopak, który jak się okazuje ma na imię Piotrek, pracuje w pewnej Fundacji i właśnie z tego powodu na spotkał te trzy dziewczyny. One jednak nie mają o tym pojęcia. Myślą, że jest on o prostu interesującym mężczyzną. Sprawa jednak nie jest taka prosta, zwłaszcza gdy niespodziewanie w Piotrku zaczynają budzić się uczucia do jednej z tych trzech dziewczyn.

Tykać to kijem?: W sprawie tej książki napisał do mnie sam autor z zapytaniem czy nie chciałabym jej zrecenzować. Otrzymałam ebooka i pomyślałam, że mogę spróbować. Wcześniej nie słyszałam o niej i pomyślałam, że może to być ciekawe doświadczenie i chciałam sprawdzić tego debiutującego autora.

Bohaterowie: Nie spodobało mi się przedstawienie postaci w tej książce. Jest ich zbyt wiele i czasem poświęcone jest więcej uwagi bohaterom pobocznym aniżeli głównym, wokół których powinna kręcić się akcja. Poza tym może trochę się o nich dowiadujemy, jednak przez cały czas ma się wrażenie jakby czegoś im brakowało. Są dość sztuczne i nie ciekawią czytelnika. A jeśli ciekawią to żadna zagadka nie zostaje rozwikłana.

Pióro: Styl pisania ogólnie nie jest zły i książkę czyta się dość szybko, jednak irytowały mnie trochę te angielskie wstawki. Nie wiem czy ludzie naprawdę tak dużo tego używają? Ja dość rzadko i nawet nie takich jakie tam zostały przedstawione.

Całokształt: Moim skromnym zdaniem ta książka dużo bardziej nadaje się jako film. Jest to bardziej komedia romantyczna, w której wiele się dzieje. Jest sporo postaci i czasami ciężko się połapać. Cała historia jest mocno zawiła. Spodziewałam się lekkiej i przyjemniej opowieści o miłości, ciekawego romansu i trochę słodyczy do smaku, ale nie wyszło z tego nic słodkiego i fajnego. Za dużo innych postaci za mało głównych bohaterów. Ponadto za dużo całkiem niepotrzebnych opisów.

Kasia radzi: Oceniając całość książka nie do końca spełniła moje oczekiwania. Liczyłam na coś lekkiego i może jakiś powiew świeżości, coś co mnie zauroczy i wywoła uśmiech na twarzy. Co prawda było kilka sytuacji, które wprawiły mnie w osłupienie, ale to za mało, aby polecać książkę z czystym sumieniem. Dlatego jeśli chcesz ją przeczytaj to spróbuj. Może Tobie się spodoba.

Mój osąd: Zapchlony wilkołak – 5/10

0 komentarze