200. Recenzja „Złączeni” - Carol Cassella

16:51

„Miłość to zapewne najmniej racjonalny stan umysłu. Miłość powołuje na świat dzieci, o które nikt nie prosił. Miłość ciska gromy na niedoskonałych, ale zacnych małżonków. Rozbija konta bankowe i każe ludziom wściekać się o drobiazgi, na które przymknęliby oko u obcych. I zaślepia nas na zmiany zachodzące w bliskich – zwłaszcza jeżeli są to zmiany, którym nie chcemy stawić czoła.”
Autor: Carol Cassella

Tytuł: Złączeni

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Narracja: trzecioosobowa

Główny bohater: Charlotte & Raney

Ogumienie: Patrząc na tę okładkę z całą pewnością pierwszym, co się nam nasuwa na myśl jest szpital. Spowodowane jest to oczywiście widoczną na zdjęciu kobietą, która ma zakrytą twarz maską, a na głowie nosi czepek, który potrzebny jest przy operacjach. Mimo że zdjęcie jest jak najbardziej interesujące i ujmujące to uważam, że nie jest to najlepsze ukazanie tematu. Dość prostolinijnie został on przedstawiony i nie do końca mnie to przekonuje. Dlatego ta okładka, mimo że posiada piękne zdjęcie, przeze mnie nie będzie zaliczana do najcudowniejszych.

Najlepsze zastosowanie: Charlotte od dawna pracuje w szpitalu i widziała wiele pacjentów, którzy przybywali jako całkiem bezimienne i nieznane osoby, jednak po góra kilku dniach zjawiał się ktoś, aby ich zidentyfikować. Tym razem wszystko potoczyło się inaczej. Do szpitala przybyła kobieta około czterdziestoletnia, która została potrącona przez samochód, a sprawca zbiegł z miejsca wypadku. Jej stan nie jest najlepszy i dlatego Charlotte szybko reaguje, starając się ją uratować. Nigdy wcześniej lekarka nie przejmowała się aż tak losem żadnego pacjenta jak tej NN. Minęły kolejne dni i stan zdrowia kobiety nie uległ poprawie. Nikt także nie pojawił się, aby ją zidentyfikować. Charlotte coraz bardziej ciekawi historia tej całkowicie jej nieznajomej kobiety i dlatego wszystkimi szczegółami z leczenia kobiety dzieli się ze swoim chłopakiem. Ten, poznaje w NN swoją dawną przyjaciółkę, z którą nie widział się od wielu lat. Ale czy to na pewno jest ona? Czy Charlotte zaspokoi swoją ciekawość i pozna jaka historia kryje się za tą poszkodowaną kobietą?

Tykać to kijem?: Każdą książkę, która pojawi się w klubie Kobiety to czytają mam zamiar przeczytać. Właśnie dlatego zabrałam się za tę lekturę, mimo że lekko coś mi się nie podobało w opisie. Miałam jednak nadzieję, że moje obawy znikną.

Bohaterowie: Charlotte tak naprawdę jest jedynie potraktowana jako osoba, która relacjonuje nam co dzieje się w teraźniejszości. Nie jest mocno rozbudowaną postacią ani nie ma jakichś cech szczególnych. Ciężko jest powiedzieć jaką jest postacią. Momentami wydawała mi się być całkiem oderwaną od rzeczywistości osobą, która tak naprawdę pochodzi z całkiem innej książki. Nie było to częste uczucie, ale nie zmienia to faktu, że się zdarzało.

Dużo więcej czasu, mimo że rozdziały prowadzone są na zmianę, zajmuje nam poznanie całej opowieści NN. Przez całą książkę akcja skupia się na tym, kim ona jest i jakie piękne czy paskudne życie miała. Ile w jej życiu się udało, a ile było gorszych chwil. Poznajemy ją od kilkunastoletniej dziewczynki aż do dorosłej kobiety, która musi zajmować się domem i pracować, aby móc czym zapłacić za życie.

Pióro: Książka napisana jest w dość interesujący sposób. Nie mam większych zastrzeżeń, choć wydawało mi się, że rozdziały z perspektywy NN były bardziej dynamiczne i pełne akcji. Ale to pewnie przez fakt, że więcej się o niej dowiadywaliśmy.

Całokształt: Złączeni to książka momentami przeraźliwie przewidywalna, jednak równocześnie ogromnie tajemnicza. Pokazuje nam jak życie nas zaskakuje stawiając na drodze ludzi, których nie mieliśmy okazji widzieć przez ostatnie kilka, a nawet kilkanaście lat. Mimo że porusza ciekawy i intrygujący temat nie do końca mnie przekonała. Świat przedstawiony przez autorkę jest realny, choć  zaczynamy zastanawiać się czy aby na pewno życie może tak wyglądać. To, co przeżyła NN było ujęte w bardzo ciekawy i skłaniający do refleksji sposób. Jednak nie podobało mi się przedstawienie świata z perspektywy Charlotte. Za każdym razem, gdy akcja przenosiła się do współczesności pragnęłam, aby jak najszybciej wrócić do życia pacjentki, ponieważ było ono spisane dużo ciekawiej i bardziej życiowo. Lekarka skupiała się tylko na medycznych, prawnych czy temu podobnych aspektach, nie pozwalając nam się głębiej poznać. Natomiast NN poznajemy od poszewki. Znamy całe jej życie i wiemy o niej wszystko. Natomiast Charlotte do końca książki pozostaje całkiem niepoznaną przez nas osobą. Zupełnie jakby to ona była NN.

Kasia radzi: Myślę, że osoby zaczytujące się w powieściach z klubu Kobiety to czytają będą zachwycone przedstawioną w tej książce historią. Ja co prawda dopiero od niedawna zaczytuję się w tego typu opowieściach, ale coraz mocniej wsiąkam w ten klimat. Może jeszcze rok wstecz powiedziałabym, że nie przeczytam nic z tego gatunku, ale teraz już bez żadnych problemów, a wręcz z nieskrywaną ciekawością zaczytuję się w takich opowieściach. Dlatego uważam, że warto eksperymentować i czytać coś całkiem odmiennego niż to z czym stykamy się na co dzień.

Mój osąd: Rozkładający się zombie – 7/10

0 komentarze