212. Recenzja „Dar morza” - Diane Chamberlain

18:37

„Wreszcie będzie miała kogoś, kto pokocha ją z wzajemnością, dla niej samej, i nie będzie od niej niczego więcej oczekiwał.”
Autor: Diane Chamberlain

Tytuł: Dar morza

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Narracja: trzecioosobowa

Główny bohater: Daria Cato – 33 lata

Romans: Hm… Chyba lepiej nic nie zdradzać

Ogumienie: Każda okładka do książek Chamberlain jest unikatowa i zazwyczaj kradnie moje serce. Tak samo jest i z tą, która idealnie wkomponowuje się w morskie klimaty powieści, ewidentnie nas powiadamiając, co jest tytułowym darem morza. A, i nie chciałabym zapomnieć o cudownym pomyśle wydawnictwa, aby każda z książek tej autorki miała identyczną czcionkę. Sprawia to, że wszystkie jej pozycje wyglądają obłędnie obok siebie.

Najlepsze zastosowanie: Daria, będąc małą dziewczynką uwielbiała plażę. Każdego dnia wstawała wcześnie rano, aby móc podziwiać wschód słońca. Jej ulubionym zajęciem było zbieranie muszelek, które później chomikowała. W dniu swoich jedenastych urodzin, po nocnym sztormie, Daria jak zwykle poszła na plażę. W pewnym momencie kopnęła muszlę skrzypłocza, licząc że nadal znajduje się w niej krab. Jednak istota, która się tam znajdowała wcale nie była skorupiakiem – to było niemowlę. Dziewczyna uratowała je, a rodzina Cato adoptowała ją i dała nowe życie.

Teraz po dwudziestu dwóch latach, wspomnienia wracają. Shelly, czyli uratowany noworodek pragnie poznać swoją matkę. Dlatego pisze list do Rory’ego, dawnego przyjaciela Darii, który obecnie prowadzi program telewizyjny, w którym rozwiązują takie tajemnice. Daria razem ze swoją siostrą Chloe chce odwieść mężczyznę od tego pomysłu mówiąc, że Shelly nie do końca racjonalnie myśli, przez to, że została porzucona na plaży jej mózg uległ niewielkiemu uszkodzeniu i czasami ma umysł dziecka. Rory uważa, jednak, że decyzja należy do samej zainteresowanej, która mocno pragnie dowiedzieć się prawdy. Nie patrząc na to czy będzie trudna do przełknięcia.

Tykać to kijem?: Książki Diane Chamberlain są dla mnie zawsze wyjątkowe i pragnę przeczytać je wszystkie, dlatego nie mogłam przepuścić premiery tej pozycji. Wiedziałam, że będę się starała jak najszybciej zapoznać z Darem morza, jednak nie mogłam przewidzieć, co mnie czeka.

Bohaterowie: W całej książce najmocniej wyeksponowaną postacią jest Daria, czyli dziewczyna, która odnalazła Shelly. Skrywa ona kilka tajemnic, których boi się wyznać nawet swojej własnej siostrze. Trochę gubi się w gąszczu własnych niekiedy niepoukładanych i chaotycznych myśli. Jednak mimo tego jest interesującą postacią, która zmaga się z własnymi problemami, czasami stojącymi jej na drodze do szczęścia. Widać, że oddała wiele, aby Shelly była zadowolona i nie musiała się niczym martwić, dlatego jej niechęć do szukania biologicznej matki przyszywanej siostry jest całkowicie zrozumiała. Poświęciła ona zbyt wiele, aby teraz to wszystko mogło rozsypać się w drobny mak.

Diane Chamberlain w każdej ze swoich powieści tworzy pełnowymiarowe, interesujące i bardzo realistyczne postacie, nawet jeśli są one drugoplanowe. W tym utworze dość mocno wyróżniającą się postacią jest Rory, który próbuje rozwiązać zagadkę Shelly. Chcę on dowiedzieć się kto jest matką dziewczyny, aby ona wreszcie mogła zaznać spokoju. Poza tym mocno go to nurtuje, gdyż mieszkał niedaleko miejsca, w którym ją odnaleziono. Wiele osób z sąsiedztwa chce się dowiedzieć prawdy, jednak to on musi się do niej dokopać. Może i czasami wydawało się jakby ta sprawa, w której właściwie przybył w dawne rejony stała na dalszym planie i brakowało mu czasami dociekliwości to i tak go polubiłam, choć mógł trochę wcześniej w niektórych sprawach się opamiętać, bo jego spostrzegawczość bywała dość mocno opóźniona.

Pióro: Diane Chamberlain może i nie ma jakiegoś unikatowego i całkiem oryginalnego stylu pisania, ale ma w sobie to coś, co sprawia, że jej książki czyta się w bardzo szybkim tempie. Czasami nie dowierzając, że to tak szybko minęło.

Całokształt: Ta książka została napisana piętnaście lat temu, więc nie jest ona nowa w dorobku autorki. Mogłoby się więc wydawać, że będzie z tego powodu inna niż te wydane ostatnio, kiedy Chamberlain rozwinęła skrzydła i zaczęła tworzyć nieprawdopodobne opowieści pełne niesamowitych bohaterów i zaskakujących zwrotów akcji. Otóż nie. Dla mnie ta pozycja jest równie dobra i zadziwiająca, co te, które niedawno miały swoją premierę, a nawet może trochę lepsza.
Przez całą książkę zastanawiamy się kto jest matką Shelly, nie do końca wierząc, że kobieta, która pojawia się już na samym począteczku może nią być. Przecież Chamberlain chyba nie rozwiązałaby tego aż w tak prosty sposób? Przez całą powieść napięcie, odczuwalne już na początku rośnie z każdą stroną i człowiek jak najszybciej pragnie rozwikłać zagadkę, tworząc kolejne niestworzone historie w swojej głowie. Jednak i tak na samym końcu zostaje zaskoczony i niedowierzając z wyrazem zaskoczenia na twarzy kończy książkę.

Dar morza jest opowieścią, w której sekrety skrywane od wielu lat nareszcie znajdują swoje ujście. To, co przez wiele lat było ukrywane i zamiatane pod dywan wychodzi na światło dnia i czasami sprawia w osłupienie. Właśnie takie jest zakończenie tej opowieści – zaskakujące, nieprawdopodobne i całkowicie niespodziewane. Brawa dla autorki, bo chyba nikt się nie spodziewał, że można w taki sposób rozwiązać całą tę intrygę.

Kasia radzi: Cóż mogę rzec. Książki Diane Chamberlain, mimo że przez wielu mogą być uważane za coś zwykłego i wcale nie nadzwyczajnego dla mnie zawsze będą nieprawdopodobne i magiczne, choć w ogóle magia się w nich nie pojawia. Tak samo jest i z tą pozycją. Jest ona kolejnym klejnotem wśród innych kryształowych tworów tej autorki.

Mój osąd: Słodki anioł – 9/10

0 komentarze