213. Recenzja „Dożywocie” - Marta Kisiel

14:42

„Miał [...] komórkę z aparatem fotograficznym, odtwarzacz mp3, laptopa i elektryczną szczoteczkę do zębów, czyli wszystko, czego potrzebował prawdziwy mężczyzna w prawdziwej dziczy.”
Autor: Marta Kisiel

Tytuł: Dożywocie

Seria: Dożywocie #1

Wydawnictwo: Uroboros

Narracja: trzecioosobowa

Główny bohater: Konrad Romańczuk – 33 lata

Ogumienie: W tym roku ta książka została wydana ponownie przez całkiem inne wydawnictwo. Z tego powodu okładka wygląda inaczej i moim skromnym zdaniem dużo bardziej pasuje do treści lektury. Niby każda z nich ma swój charakter, ale te macki u góry i u dołu okładki oraz ten taki lekko dziwaczny dom sprawiają, że człowiek lepiej wczuwa się w klimat powieści. Lubię, kiedy tak się dzieje.

Najlepsze zastosowanie: Konrad Romaczńczuk, pisarzyna od siedmiu boleści prześladowany przez swoją agentkę, która wraz z diabłem wcielonym w postaci yorka nawiedza go dopytując bez przerwy jak mu idzie pisanie książki oraz mężczyzna niedawno porzucony przez ukochaną, której nie pasowało bycie miłością człowieka tak zagłębionego w światy, które sam sobie wymyśla. Ten oto człowiek niedawno odkrył, że miał jakiegoś wujka, z którym spokrewniony jest dość słabo, jednak ów wujek zostawił mu w spadku dom zwany Lichotką. Konrad, myśląc, że dzięki nowemu i pewnie cichemu miejscu napisze jakiś niesamowity bestseller wybrał się zamieszkać w tym, co mu należne, pozostawiając za sobą przeszłość. Nie spodziewał się, że owym domu czekało będzie małe stadko do pilnowania. Albowiem poza domem Konrad odziedziczył również dożywotników. Czyli kogo? Anioła o imieniu Licho, mającego manię na punkcie sprzątania oraz cierpiącego katusze przez uczulenie na własne upierzenie; Szczęsnego – upiora, seryjnego samobójcę, nieszczęsnego poetę; Krakersa, czyli dość nieokreśloną bliżej postać posiadającą macki, mieszkającą w piwnicy i uwielbiającą gotować; utopcami, mieszkającymi teoretycznie w stawie, jednak czasami mają również ochotę wpakować się do łazienki oraz Zmorą – kocicą, która na wielu ostrzy sobie pazurki. Z tyloma istotami Konrad wie, że nie zazna spokoju...

Tykać to kijem?: Z Martą Kisiel miałam już styczność w książce pod tytułem Nomen omen. Od dawna polowałam na tę powieść, jednak wcale nie z ogromnym zapałem, choć ciekawa byłam co tam interesującego się dzieje. W końcu dowiedziałam się, że zostanie ona wydana przez inne wydawnictwo w szacie graficznej dość podobnej do Nomen omen. Wiedziałam, że takiej okazji nie przepuszczę.

Bohaterowie: W całej powieści najbardziej uwypukloną postacią jest Konrad, który odziedziczył Lichotkę. Poznajemy jego sposób bycia i to jak ciężko było mu przyzwyczaić się do nowego domu. Ogólnie rzecz ujmując jest on ciekawą osobą, ze specyficznym charakterem. Moim zdaniem chłopaka da się polubić, choć niekiedy ma swoje humorki. Został dość interesująco pokazany przez autorkę dzięki czemu z ciekawością poznaje się jego losy i jego samego.

Ponadto w książce występują mieszkańcy Lichotki, którzy nadają niepowtarzalnego kolorytu powieści. Istotą, którą najmocniej polubiłam jest oczywiście Licho. Ono rozbawiało, wzruszało i wprawiało we współczucie. Niesamowicie ciekawa i intrygująca istotka, dzięki której z jeszcze większą ciekawością człowiek zagłębiał się w świat ukazany w powieści. Kolejną ciekawą, choć momentami irytującą postacią jest Szczęsny, który swoim poetowaniem oraz wtrącaniem się w nie swoje sprawy sprawiał, że trudno było go polubić. Ale i tak idealnie wpasowywał się w klimat powieści i może go nie polubiłam, ale darzyłam sympatią.

Pióro: Marta Kisiel ma swój niepowtarzalny, lekko zbzikowany styl, dzięki czemu jej książki czyta się z zaciekawieniem i uśmiechem na ustach. Uwielbiam jej pióro, dlatego mam nadzieję, że powstanie jeszcze więcej utworów tej autorki.

Całokształt: Książka napisana jest lekko w formie opowiadań, co niestety nie do końca jest mi przyjazne. Lubię długie powieści z wyczerpującym rozwinięciem. Dla mnie opowiadania są za krótkie i takie jakby nie do końca rozwinięte. Tutaj na całe szczęście nie miałam większych problemów z wciągnięciem się w akcję i nawet mocno mi nie przeszkadzało to, że jest to napisane w takiej formie. Jednak za to muszę trochę odjąć tej książce.

Na plus można zapisać to, że książkę czyta się w tempie ekspresowym, a interesujące i dość charakterystyczne postaci zostają na długo w pamięci. Nadają całej historii niepowtarzalnej barwy i z zaciekawieniem śledzi się losy Konrada i wszystkich dożywotników. Ja jestem oczarowana tą powieścią, choć przyznać muszę, że mocniej podobała mi się książka Nomen omen. Nie zmienia to jednak faktu, że mam coraz większy apetyt na pozycje spod pióra Marty Kisiel. Liczę, że niebawem pojawią się kolejne przygody Konrada i jego kompanów.

Kasia radzi: Cóż mogę jeszcze rzec. Książka jest jak najbardziej warta uwagi, choć przyznać trzeba, że nie wszystkim może spodobać się styl autorki oraz forma opowiadaniowa książki. Ja może początkowo nie do końca czułam tę powieść, ale z czasem mocno się w ciągnęłam. Jest to powieść idealna na rozluźnienie, kiedy ma się już lekko dość świata i chciałoby się od niego odpocząć.

Mój osąd: Potężny heros – 8/10

0 komentarze