225. Recencja „7 dni” - Eve Ainsworth

12:15

„Wszystko się posypało jak kopnięty zestaw Lego. Ktoś musi znaleźć instrukcję i pokazać, jak to wszystko poukładać. Ale co zrobić, gdy elementy są popsute? Co zrobić, gdy niektóre zgubiły się na zawsze?”
Autor: Eve Ainsworth

Tytuł: 7 dni

Wydawnictwo: Zielona sowa

Narracja: pierwszoosobowa – Kez i Jess

Główny bohater: Jessica i Keren

Ogumienie: To jest coś, co zdecydowanie mi się podoba w tej książce. Ta okładka została ciekawie wymyślona, przez co niesamowicie intryguje czytelnika. Stworzenie z wyzwisk grafiki było bardzo dobrym posunięciem ze strony grafika. Okładka od razu przykuwa wzrok, dzięki czemu jeszcze mocniej chce się poznać tę historię.

Najlepsze zastosowanie: Jess nie ma łatwego życia. Nie jest piękną, szczupłą, wysportowaną i odważną dziewczyną jak większość nastolatek. Ma nadwagę i jej życie polega na ciągłym uciekaniu, ukrywaniu się przed dziewczynami, które zatruwają jej życie. Każdy dzień stara się przeżyć tak, aby się nie rzucać w oczy. Aby nikt nie patrzył na nią ze wstrętem i odrazą. Nawet jej matka, kiedy widzi jak dużo je potrafi spojrzeć na nią potępiająco. Najgorszą osobą w życiu Jess jest dziewczyna z jej klasy – Kez. To ona stale dokucza i wyżywa się na Jessice. Widzi w niej coś gorszego od robaka, coś co nie ma prawa żyć. Jedynym jej celem jest obrażanie jej i dokuczanie jak najmocniej. Nikt jednak nie wie, że dziewczyna ma również swoje problemy, które w pewnym stopniu ją wypaczyły. Sprawiły, że stała się tą paskudną osobą, której jedynym celem jest śmianie się ze słabszych i takich, którzy nie potrafią się obronić. Jess próbuje znosić przytyki Kez i się mocno nimi nie przejmować, co z kolei nakręca Kez. W ciągu jednego tygodnia całkowicie zmienia się życie jednej i drugiej. Jak wiele może wydarzyć się w przeciągu siedmiu dni? Czy jest czas na podjęcie najważniejszej decyzji, która zaważy o całym życiu?

Tykać to kijem?: Nie do końca wiem, co przyciągnęło mnie do tej książki, ale w pewnym momencie na rynku wydawniczym zaczęło się pojawiać naprawdę sporo tytułów nawiązujących w jakiś sposób do przemocy, przede wszystkim w szkole. I chyba dlatego pomyślałam, że warto sprawdzić, co w trawie piszczy.

Bohaterowie: Cała książka opowiedziana jest z perspektywy Jess – ofiary oraz Kez – oprawcy, dzięki czemu mamy okazję poznać je obie. Na pierwszy ogień weźmy Jess, czyli dziewczynę niepewną siebie, nieśmiałą i niewierzącą we własne siły. Mimo że autorka starała się zrobić z książki przejmującą opowieść, tak żebyśmy mogli poznać uczucia obu stron nie do końca jej się to udało. Dziewczyna jest strachliwa, jednak niestety nie jest dobrze dopracowaną postacią, co nie podoba mi się. Te wszystkie czyny i jej słowa są zbyt sztuczne i wyważone, co podnosi nierealistyczność tej powieści.

Jeśli chodzi o Kez to nie jest lepiej. Jest to wybuchowa dziewczyna z nieokiełznanym temperamentem, uważająca się za kogoś lepszego od innych. Jednak tak samo jak Jess nie jest to dopracowana postać, co można zauważyć po sztuczności dialogów oraz nie do końca logicznych czynów, których się dopuszczała. Mimo że autorka miała interesujący pomysł nie udało jej się stworzyć tego w odpowiedni sposób.

Pióro: Na całe szczęście autorka pisze dość łatwym stylem, dzięki czemu książkę czyta się w szybkim tempie. Obawiam się jednak, że jest to jeden z niewielu plusów tej powieści.

Całokształt: Na początku powieści jest coś wspomniane o tym, że Jess powinna zachowywać się jak na czternastolatkę przystało (sama do siebie tak mówi). Całkowicie mi jednak ten wiek nie pasuje. Dlaczego? A no dlatego, że w pewnym momencie organizowana jest impreza, na której obecni są koledzy z klasy Jess i wszyscy piją oraz niektórzy uprawiają seks. W wieku czternastu lat? Czy to naprawdę dzieje się w dzisiejszym świecie? 

Autorka miała ciekawy pomysł na stworzenie historii, przede wszystkim zaintrygowała mnie idea przedstawienia faktów z dwóch perspektyw, dzięki czemu mamy pełen obraz sytuacji. Nie zmienia to jednak faktu, że nie udało się jej stworzyć niewyobrażalnej, poruszającej i pełnej emocji książki. Brakuje w niej dynamiki i realizmu. Wszystko wydaje się być wymuszone i sztuczne, przez co podchodzimy do całej historii z rezerwą.

Kasia radzi: Nie sądzę, żeby była to pozycja bardzo zła, ale nie mogę powiedzieć, że zasługuje na miano dobrej. Jest ona dla mnie całkowicie neutralna. Właśnie z tego powodu nie będę Was zachęcała do zapoznania się z nią, ponieważ nie ma w niej nic wymagającego większej uwagi.

Mój osąd: Zapchlony wilkołak – 5/10

0 komentarze