229. Recenzja „Kochając pana Danielsa” - Brittany C. Cherry

20:03

„Bycie młodym to jednocześnie przekleństwo i dar. To wiek, w którym bajki przestają istnieć, a Święty Mikołaj nie jest realny, jednak część naszych serc chce krzyknąć: „A co, jeśli…?”. To czas, w którym człowiek odczuwa wszystko intensywnie, choć wszyscy wokół twierdzą, że przesadza.”
Autor: Brittany C. Cherry

Tytuł: Kochając pana Danielsa

Wydawnictwo: Filia

Narracja: pierwszoosobowa – Ashlyn, Daniel

Główny bohater: Ashlyn Jennings – 19 lat; Daniel Daniels – 22 lata

Romans: Ashlyn + Daniel

Ogumienie: Może i nie jest to najpiękniejsza okładka z jaką miałam do czynienia, ale zdecydowanie jest ciekawa i intrygująca. Najbardziej podoba mi się literka D, która pojawia się pod odpowiednim kątem. Ale jest jedna rzecz, która nie do końca mnie przekonuje. Chodzi o napisy, które w moim przekonaniu są całkowicie zbędne.

Najlepsze zastosowanie: Życie Ashlyn właśnie przestało mieć sens. Jej siostra bliźniaczka, a zarazem najlepsza przyjaciółka przegrała walkę z chorobą. Teraz dziewczyna pozostała sama na świecie i nie ma pojęcia, co powinna ze sobą zrobić. Dodatkowo w dniu jej pogrzebu dowiaduje się, że musi opuścić rodzinne miasto i matkę, aby zamieszkać z ojcem, który nigdy nie był częścią jej świata. Kiedy dziewczyna myśli, że gorzej już być nie może okazuje się, że jej ojciec ma własną rodzinę. Mieszka z kobietą o imieniu Rebecca i jej dwójką dzieci. To dla niej za wiele. W drodze do nowego domu Ashlyn zauważa chłopaka, który zaprasza ją na koncert jego zespołu. Dziewczyna ze względu na to, że nie ma nic ciekawszego do zrobienia i chłopak mocno ją zaintrygował postanawia się wybrać się na koncert. Tam jej życie się zmienia. Daniel Daniels, bo tak ma na imię ów zielonooki chłopak wydaje się być najwspanialszym mężczyzną na całym świecie. Śmieje się z żartów Ashlyn, uwielbia Szekspira i myśli podobnie do niej. Zdaje się, że może to być znajomość na całe życie. Ale jak to zawsze w życiu bywa nic nie jest łatwe. Tak samo ich związek zostanie wystawiony na próbę.

Tykać to kijem?: Już od dłuższego czasu chciałam przeczytać tę książkę, gdyż zbierała bardzo dobre recenzje i jak najszybciej chciałam się przekonać, co jest w niej takiego magicznego. Z tego powodu, kiedy książka znalazła się w moich łapkach od razu zabrałam się za czytanie.

Bohaterowie: Postaciami najmocniej wyeksponowanymi są Ashlyn i Daniel. Oboje prowadzą narrację, choć od razu można zauważyć, że częściej to ona zabiera głos. Dzięki temu możemy poznać jej myśli, obawy, marzenia i plany. Ashlyn jest rozbita przez śmierć siostry, ale stara się sobie z tym radzić. Zmiana otoczenia również ją ogłupia, ale w ostatecznym rozrachunku dobrze jej to zrobiło. Mówiąc szczerze jest dość silną bohaterką, jednak niestety czasami zdarza jej się podejmować decyzje, które nie koniecznie są najmądrzejsze. Ale jestem w stanie jej to wybaczyć.

Daniel jest chodzącym ideałem i to trochę mi przeszkadza. Jakoś nie do końca mnie przekonał swoją osobą przez pewność siebie i zdolność mówienia tego, czego się od niego oczekuje. Był moim zdaniem lekko przesłodzony. Jeśli chodzi o płeć męską to zdecydowanie lepiej wypada Ryan, czyli syn Rebeccki. Uwielbiam chłopaka i trochę mi szkoda, że było go tak mało w tej powieści.
Pióro: Autorka pisze prostym i łatwym do zrozumienia językiem, dzięki czemu książkę czyta się w naprawdę szybkim tempie, co jest zdecydowanie plusem całej powieści.

Całokształt: Są książki, które podczas czytania zamykają nas w bańce, która zagłusza wszystkie niechciane myśli, jak 'Czy to aby na pewno ma sens?' i 'Czy ich decyzję są naprawdę dobre?'. Ta bańska sprawia, że widzi się tylko te dobre cechy powieści nie dostrzegając niedociągnięć i bezsensownych niekiedy wydarzeń. Czasami ta bańska utrzymuje się bardzo długo i przez cały czas i nic ani nikt nie jest w stanie nas przekonać, że nasza ukochana książka posiada jakieś wady. Ta pozycja właśnie taka jest. Niektórzy pozostaną w tej bańce na długo, a niektórzy zaczną zauważać niedociągnięcia i bańka pęknie. Ja zdecydowanie jestem w tej drugiej grupie. Podczas czytania wszystko było piękne, ale po skończeniu książki zaczęłam kwestionować niektóre decyzje bohaterów i zaczęłam wątpić w nich oraz w autorkę...

Kasia radzi: Ta książka opowiada nie tylko o miłości, choć to ona najmocniej jest w niej uwypuklona. Właśnie dlatego, że nie tylko miłość jest tam obecna uważam, że jest to bardzo dobra opowieść, choć nie zbyt mocno  wyróżnia się na tle innych powieści z nurtu New Adult. Dlatego przede wszystkim polecam ją fanom tego gatunku. Myślę, że te osoby będą nią zachwycone.

Mój osąd: Słodki anioł – 9/10

0 komentarze