228. Recenzja „Szeptucha” - Katarzyna Berenika Miszczuk

16:15

„Ciekawe, co by było, gdyby Mieszko I przyjął chrzest. Czy byłabym teraz chrześcijanką? Nie musiałabym nosić tej obrzydliwej kwiecistej spódnicy w każde święto państwowe?”
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk

Tytuł: Szeptucha

Seria: Kwiat paproci #1

Wydawnictwo: WAB [Grupa Wydawnicza Foksal]

Narracja: pierwszoosobowa – Gosia 

Główny bohater: Gosława Brzózka – 24 lata

Romans: Gosia + Mieszko

Ogumienie: Przyznaję się bez bicia, że kiedy po raz pierwszy zobaczyłam tę okładkę nie byłam zadowolona. Sądziłam, że będzie to coś bardziej w klimacie słowiańskim. Jakieś kwiaty czy inne cosie. Ta opcja jakoś nie do końca wprowadza w klimat powieści. Jedyne, co mi się podoba to ta paproć, która na żywo sprawia bardzo fajne wrażenie. No i te przepisy na bolaki z wewnętrznej strony okładki są doprawdy intrygujące.

Najlepsze zastosowanie: Mieszko I nie przyjął chrztu. Polska nadal jest Królestwem, którym obecnie rządzi Mieszko XII. Ludzie wierzą w pogańskie bóstwa, klątwy i różnego rodzaju upiry, jak wąpierze, utopce czy ubożęta. Gosława Brzózka podchodzi do swojej religii dość sceptycznie. Nie sądzi, aby bogowie istnieli ani żeby zsyłali na ludzi jakieś klątwy. Według niej wszystko da się logicznie wytłumaczyć. Dziewczyna twardo stąpa po ziemi, ucząc się na lekarza i dążąc do upragnionej pracy w szpitalu. Jednak zanim tam trafi musi odbyć roczny staż u szeptuchy, wiejskiej znachorki. Gosia nie jest z tego powodu zadowolona, gdyż obawia się, że każda jej wyprawa do lasu skończy się ukąszeniem przez kleszcza czy węża. Jej hipochondria w takich warunkach zaczęła osiągać wyżyny. Mimo wszystko wie, że musi odbyć praktykę, aby móc pracować w szpitalu. Dlatego wybiera się do Bielin, gdzie Jarogniewa, zwana również Babą Jagą ma nauczyć ją wszystkiego o fachu szeptuchy. Gosia nie podejrzewała, że spotka tam najprzystojniejszego mężczyznę, jaki chodzi po ziemi. Nie wiedziała również, że jej niewiara zostanie poddana próbie i wszystko, na co wcześniej miała logiczne wytłumaczenie teraz będzie całkowicie pozbawione logiki.

Tykać to kijem?: Uwielbiam tę autorkę, dlatego sięgam po każdą jej nową powieść. Nieważne jaki to gatunek. Dlatego nie mogłam przejść obojętnie obok tej powieści, zwłaszcza, że po opisie zdawała się być czymś naprawdę ciekawym.

Bohaterowie: Gosia jest jedną z najbardziej irytujących bohaterek jakie miałam okazje poznać. Nie mogę do końca jej polubić przez ten wszechobecny sceptycyzm do bóstw i innych magicznych postaci. Nawet kiedy pokazały się one tuż przed jej twarzą ona nadal się zastanawiała jak można to wytłumaczyć. Może jakaś choroba genetyczna czy inne ustrojstwo? To oraz jej hipochondria nie pozwalały mi dać jej szansy. Cały czas próbowałam ją polubić, ale wtedy znajdowało się coś, co mnie od niej odpychało. Naprawdę nie wiem co się dzieje, bo nigdy wcześniej żadna postać z książek tej autorki tak na mnie nie zadziałała. Przykro mi, że stało się to przy tak ciekawej fabule i porywającej akcji. Bo gdyby główna bohaterka była bardziej rozgarnięta to zdecydowanie bym mogła dać tej książce bardzo wysoką notę, a tak muszę jej nieco odjąć. 

Pióro: Katarzyna Berenika Miszczuk pisze prostym i łatwym do przyswojenia stylem, dzięki czemu książkę czyta się w bardzo szybkim tempie. 

Całokształt: Największym plusem całej książki jest pomysł, który jest bardzo interesujący i sprawia, że człowiek faktycznie zaczyna się zastanawiać, co by było gdyby Mieszko I nie przyjął chrztu. Gdyby historia wyglądała całkowicie inaczej. Autorka w ciekawy sposób przedstawiła nam swój pomysł. Pokazała jak według niej mogłaby wyglądać współczesna Polska w takiej sytuacji. Byłam mocno ciekawa jak wyjdzie jej przedstawienie tego pomysłu, ale wyszła jej bardzo ciekawa książka z porywającą fabułą, wątkiem miłosnym, choć nie na tyle mocnym, aby przysłonić inne wątki i mimo wszystko ciekawymi postaciami, choć nie udało się to do końca w przypadku głównej bohaterki.

Jedyną rzeczą jakiej mi brakło tutaj to jakiś słownik pojęć, w którym można byłoby znaleźć wszystkie nazwy i ich wyjaśnienia jak ubożęta, wąpierze czy rusałki. Tak, żeby dokładniej wiedzieć kim lub czym oni są. Bo podczas czytania główna bohaterka tylko troszeczkę nam na ich temat mówi, ale nie zbyt wiele. Fajnie byłoby również przeczytać coś na temat bóstw, a nie tylko samemu poszukiwać o nich informacji. Zdecydowanie ten słownik ułatwiłby czytanie.

Kasia radzi: Jeśli szukacie lekkiej książki ze słowiańskim klimatem z małym miłosnym wątkiem w tle to myślę, że książka powinna się Wam spodobać. Sądzę, że fani prozy Miszczuk powinni być zadowoleni, choć można czuć niedosyt. Ja liczę, że drugi tom będzie bardziej porywający i Gosia przestanie być taka irytująca.

Mój osąd: Rozkładający się zombie – 7/10 

0 komentarze