252. Recenzja „Nie pozwól mi odejść. Ella i Micha” - Jessica Sorensen

17:46

„– Ale tak już jest. Tylko o tym potrafię myśleć. Ta obsesja, nad którą nie mam kontroli, nie ma sensu, bo skupiam się na kontrolowaniu tego, nad czym nie można mieć kontroli.”
Autor: Jessica Sorensen

Tytuł: Nie pozwól mi odejść. Ella i Micha

Seria: Nie pozwól mi odejść #1

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Narracja: pierwszoosobowa – Ella i Micha

Główny bohater: Ella Daniels – 18 lat, Micha Scott – 20 lat

Romans: Ella + Micha

Ogumienie: Kiedy po raz pierwszy ujrzałam tę okładkę przeszłam obok niej obojętnie, nie spodziewając się, że autorką tej książki jest Jessica Sorensen. Kiedy to dostrzegłam byłam zdruzgotana. Jak ta słodka, cukierkowa okładka może pasować do tej autorki? Tym bardziej, że historia Elli i Michy nie jest ani słodka, ani cukierkowa. Grafika powinna być nieco bardziej mroczna, tym bardziej, że bohaterowie są właśnie tacy.

Najlepsze zastosowanie: Ella i Micha byli nierozłączni. Od najmłodszych lat trzymali się razem i jako najlepsi przyjaciele rzucali życiu wyzwanie. Oboje obdarzeni miłością do szybkich samochodów i ciętych ripost. Żyjący na krawędzi w rodzinach nie do końca udanych i bliskich ideałowi. Wydawało się, że stworzeni są dla siebie i nigdy nie będą żyć bez siebie. Jednak życie płata figle i coś stałego może stać się równie płynne co woda. Ella pewnego dnia ucieka z rodzinnego miasta i znika. Nikt nie wie gdzie wyjechała oprócz jej zapijaczonego ojca, który nikomu nie chce nic powiedzieć na ten temat. Micha przez osiem miesięcy szuka dziewczyny, kochając ją mimo tej nagłej ucieczki. Okazuje się, że Ella wyjechała do Vegas oddalonego od jej rodzinnej miejscowości o dwanaście godzin drogi. Umykając zgubiła po drodze swoją buntowniczą naturę i stała się podobna do tych, którymi niegdyś gardziła – miła, delikatnie umalowana i ślicznie ubrana. Kiedy rok szkolny się kończy dziewczyna musi wrócić do rodzinnego miasta. Wie, że będzie musiała zderzyć się z przeszłością i nie będzie to miłe spotkanie. Zdaje sobie sprawę również z tego, że Micha nie będzie zadowolony z jej nowego wyglądu i będzie próbował wydobyć z niej dawną Ellę. Tą, którą nie chce być. Chłopak mocno zdeterminowany chce odzyskać swoją najlepszą przyjaciółkę, a zarazem i największą miłość życia. I nie poprzestanie dopóki nie dopnie swego.

Tykać to kijem?: Jessica Sorensen napisała serię o Callie i Kaydenie, która mi się niezwykle podobała dlatego nie mogłam przepuścić okazji do zapoznania się z jej najnowszą serią. Byłam zaintrygowana w jakim kierunku pójdzie autorka i czy wymyśli coś równie dobrego.

Bohaterowie: Ella jest niezwykle zagubioną i pełną chaosu postacią. Trudno jest zrozumieć jej zachowanie i nie łatwo idzie dojść z nią do ładu i składu. Jej niezdecydowanie i wszechobecny zamęt nie pozwalał na polubienie bohaterki. Wiem, że dziewczyna w życiu wiele przeszła i próbowała uciec od tego, co złe. Chciała zostawić to wszystko za sobą i nigdy nie wracać. Rozumiem, że powrót do tego wszystkiego nieco zachwiał jej nowo wybudowanym światem, nie zmienia to jednak faktu, że nie jest to osoba, z którą bym się zaprzyjaźniła. Przez większość czasu nie zawadzały mi mocno jej chaotyczne myśli, choć niekiedy dochodziło do takiego momentu, gdy już nie dało się tego wytrzymać i miało się ochotę potrząsnąć Ellą.

Micha z kolei jest zdecydowany, pewny siebie i zdeterminowany. Chce odzyskać swoją najlepszą przyjaciółkę i zrobi wszystko, aby to osiągnąć. Rozumiem jego pogoń za dawną Ellą – tą kochaną przez niego – zadziorną, pyskatą i ostrą. Ale mógłby dawać jej nieco więcej swobody, a nie tak mocno naciskać. Zdecydowanie nie zostałabym nawet koleżanką Michy. Jakoś nie do końca mnie do siebie przekonał. Nie wiem dokładnie w czym tkwi problem, ale chłopak niekiedy irytował mnie swoim zachowaniem. Nie potrafiłam go rozgryźć i mimo że jest dość prostolinijny to wydaje się też tajemniczy.

Pióro: Jessica Sorensen pisze w lekki sposób, przez co książkę czyta się szybko i przyjemnie. Nie ma większych problemów z zagłębieniem się w akcję i ciężko jest oderwać się od niej.

Całokształt: Nie powinnam chyba porównywać tej pozycji do Callie i Kaydena, jednak muszę to zrobić. Ella i Micha przedstawiają nieco inną historię, choć również obecny jest dramat rodzinny w tle. Zdecydowanie jednak autorka gorzej poradziła sobie z tymi buntowniczymi i charyzmatycznymi postaciami. Wydaje się jakby nieco jej umykały, a ona nie mogła ich okiełznać. Z tego powodu podejmują dość zaskakujące decyzje i nie do końca dla czytelnika zrozumiałe. Cała historia również nieco wymyka się spod kontroli autorki i jest chaotyczna, przez co nie do końca mi się spodobała. Dlatego uważam, że Ella i Micha to nie to samo, co Callie i Kayden.

Jessica Sorensen ma irytujący zwyczaj piętnowania wszystkich głównych bohaterów oraz tych trochę na uboczu, którzy później i tak dostają własną książkę, problemami rodzinnymi albo innymi kłopotami. Czy w paczce czterech osób wszystkie muszą mieć utrapienia? Nie da się jakoś tego obejść? Przynajmniej, żeby jedna osoba z pary pochodziła z rodziny pełnej miłości i pomagała „uleczyć” tę drugą. Zdecydowanie nie podoba mi się to, że autorka idzie w tym kierunku już w swojej drugiej serii.

Kasia radzi: Jeśli lubicie Jessicę Sorensen to możecie spróbować zabrać się za tę książkę, jednak nie gwarantuję Wam świetnej przygody. Może nie jest to okropna historia, jednak wiele brak jej do ideału. Ja z całą pewnością sięgnę po kolejne tomy, gdyż potrzebuję rozpaczliwie odpowiedzi na wszystkie pytania, które mam w głowie i liczę, że dostane je bez problemu.

Mój osąd: Rozkładający się zombie – 7/10

0 komentarze