285. Recenzja „Nerve” - Jeanne Ryan

19:42

„Czasami fajnie jest zrobić coś, co nie współgra z osobowością.”
Autor: Jeanne Ryan

Tytuł: Nerve

Wydawnictwo: Dolnośląskie [Grupa Wydawnicza Publicat]

Narracja: pierwszoosobowa – Vee

Główny bohater: Venus – ok. 18 lat

Romans: Vee + Ian

Ogumienie: Ciężko jest coś powiedzieć na temat okładki, gdyż pochodzi ona z filmu. Nie da się jej ocenić odnośnie samej historii, choć wpasowuje się  klimat. Mówiąc szczerze mi się podoba dużo bardziej niż oryginały, które zupełnie nie są związane z tym, co dzieje się w środku tej powieści.

Najlepsze zastosowanie: Vee to szara myszka. Stojąca zawsze na uboczu, w cieniu swojej przyjaciółki, która zawsze jest gwiazdą przedstawienia. Ona natomiast zawsze stoi za kurtyną, za sceną. I to dosłownie. Zajmuje się makijażem i dobiera fryzury uczniom, grającym w przedstawieniach. Jej miłością jest męska gwiazda przedstawienia. Mimo że wielokrotnie ze sobą rozmawiają, Vee zdaje się być dla niego zbyt sztywna i nijaka. Chociaż ją zauważa, nie widzi niej. Właśnie z tego powodu dziewczyna decyduje się na udział w grze, która ostatnimi czasy zrobiła się niezwykle popularna. Chce zagrać w Nerve. Grę, która stoi w sprzeczności w jej spokojną i pełną porządku naturą. Właśnie dlatego chce zrobić coś odmiennego, aby wreszcie poczuć się doceniona i żeby jej wymarzony chłopak wreszcie zwrócił na nią swoją uwagę. Pierwsze zadania wydają się być łatwe, ale równocześnie ciężkie do zrobienia dla osoby nieśmiałej i mało wyluzowanej. Dopiero kiedy na drodze Vee staje Ian, wszystko zaczyna wyglądać inaczej. Zadania zaczynają sprawiać przyjemność, choć bywają niebezpieczne i czasami nieco pokręcone. Jednak to finał będzie najgorszym elementem całej układanki. Czy Nerve to naprawdę tylko gra, gdzie wszystko jest zaaranżowane, czy jednak uczestnikom grozi śmiertelne niebezpieczeństwo? Jak to w końcu jest? Aby się przekonać trzeba samemu tam wejść. Ale pamiętaj, że kiedy już weźmiesz udział, nie będzie odwrotu.

Tykać to kijem?: Przeczytałam tę książkę ze względu na film. Jestem z natury ciekawska i po obejrzeniu ekranizacji zaczęłam zastanawiać się jak to jest z tą historią. Czy faktycznie ta książka jest taka słaba? Musiałam to sprawdzić!

Bohaterowie: Dużym minusem tej opowieści są sztuczni i pozbawieni emocji bohaterowie. Ich postępowanie jest widocznie zaaranżowane i ciężko znaleźć w nich choć odrobinę realności. Nawet w samej główniej bohaterce, która przecież prowadzi narrację. Nie da się powiedzieć na jej temat niczego konkretnego, oprócz suchych faktów, które zostają nam przedstawione. Wszystkim postaciom brakuje głębi. Brak im uczuć, czegoś co czyniłoby je realnymi osobami. Niezwykle mnie to drażniło, gdyż dla mnie źle skonstruowani bohaterowie to jedna z największych zbrodni jaką można popełnić przy tworzeniu książki. Czyż nie zabierają oni co najmniej połowy przyjemności z czytania? Nawet jeśli akcja jest interesująca i niezwykle ujmująca to ciężko jest się przekonać do całości, gdyż cały czas widzi się tych pustych bohaterów, którzy cały czas muszą dorzucać swoje trzy grosze. Tutaj mamy przede wszystkim do czynienia z niezbyt dobrze skonstruowanymi postaciami, ale również akcja nie jest zbyt ujmująca. Jednak o tym napiszę poniżej, aby dwukrotnie nie zajmować się tym samym tematem.

Pióro: Może i autorka nie pisze w sposób wybitny i pewne rzeczy warto byłoby poprawić, ale mimo wszystko książkę czyta się dość szybko i nie ma kłopotów z zagłębieniem się w lekturę.

Całokształt: Nie chcę tutaj rozwodzić się nad różnicami jakie są między książką a filmem. Na to mam zamiar przeznaczyć cały post. Przynajmniej mam taką nadzieję, że uda mi się go napisać. Z tego powodu skupię się na samej książce i pomysłach, które są w niej zawarte. Przede wszystkim na pochwałę zasługuje pomysł z aplikacją Nerve. Gra, w której zawodnik robi zadania w zamian za rzeczy, których od dawna pragnie jest niezwykle realistyczna. Nie zdziwiłabym się, gdyby w pewnym momencie coś podobnego pojawiło się na rynku. Mam jednak nadzieję, że nie będzie to zbyt szybko, gdyż może to być niezwykle brzemienne w skutkach. Zwłaszcza, jeśli pójdzie w tym samym kierunku, co książkowe Nerve. Poza tym nie sądzę, aby pomysł, żeby to widzowie wymyślali zadania być dobry, gdyż ludzie mają naprawdę dziwaczne propozycje. Mogą sobie nie zdawać sprawy z wagi tego, jak dane zadanie może zadziałać na gracza. Wolałabym nigdy nie doświadczyć na własnej skórze podobnej gry. Mimo wszystko mam nadzieję, że coś takiego nie zaistnieje w prawdziwym życiu.

Rzeczą, do której idzie się przyczepić jest fabuła. Zadania, które są przedstawione w książce są głupawe i nie aż tak emocjonujące. Autorka balansowała na granicy kiczu i prawdziwego strachu, okropieństwa, adrenaliny. Nie udało jej się idealnie tego wyważyć, dlatego czasami czytelnik nie do końca czuje się przekonany do przedstawionych zdarzeń. Przede wszystkim zadanie, które wykonują Vee wraz z Ianem w jednej z dzielnic miasta nie spodobało mi się zupełnie, a  także to, które robili w kręgielni. Dla mnie było to bardziej żenujące i niesmaczne. Brakowało adrenaliny, którą czułam przy oglądaniu filmu. Ale na temat różnic, jak wspominałam, opowiem Wam przy innej okazji. Mam nadzieję, że będziecie chcieli poznać je wszystkie. Ostrzegam, że post będzie pełen spoilerów! Będę starała się ich unikać, ale aby odnaleźć wszystkie różnice będę musiała nieco zdradzić.

Kasia radzi: Ta książka to jeden wielki niewykorzystany potencjał. Gdyby autorka potrafiła dokładnie i doszczętnie wyeksploatować wszystkie pozytywne cechy swojego pomysłu to wyszłoby jej coś przynajmniej takiego jak film, czyli spokojne 7/10, a przy dobrych wiatrach nawet 8. A tak mamy niedopracowaną historię z drętwymi bohaterami i pomysłem, które może zwojować nawet realny świat. (Błagam, niech nikt nie podejmuje się projektu takiej aplikacji.)

Mój osąd: Krwiożercza syrenka – 4/10

0 komentarze