290. Recenzja „Jak gdybyś tańczyła” - Diane Chamberlain

17:21

„Szkoda, że wspomnień nie można pozbyć się tak łatwo.”
Autor: Diane Chamberlain

Tytuł: Jak gdybyś tańczyła

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Narracja: pierwszoosobowa – Molly

Główny bohater: Molly Jones

Romans: Molly + Aiden

Ogumienie: Okładki do książek Diane Chamberlain są utrzymane w tej samej oprawie graficznej, co mi się podoba, bo wszystkie razem na półce wyglądają obłędnie. Jednak nie zawsze podobają mi się zdjęcia wykorzystywane przez grafików. Tutaj również nie jestem zachwycona, gdyż nie do końca odnosi się to do treści lektury. Małe powiązanie można znaleźć, ale ja zawsze szukam czegoś więcej.

Najlepsze zastosowanie: Molly i Aiden są bardzo szczęśliwym małżeństwem. Mówią sobie wszystko i żyją wspierając siebie. Są wypełnieni miłością do siebie, jednak do pełni szczęścia brakuje im dziecka. Molly była już w ciąży, jednak nie skończyło się to dobrze, teraz małżonkowie zdecydowali się na otwartą adopcję. Kiedy formalności idą w ruch i wszystko zaczyna się robić coraz bardziej realne, Molly zaczynają ogarniać wątpliwości. Zaczyna zastanawiać się czy będzie kochała to dziecko tak samo jak własne, czy będzie w stanie dzielić się nim z biologiczną matką. Poza tym zaczyna zastanawiać się nad swoją przeszłością, która może wyjść na jaw. Okłamała swojego męża, mówiąc że jej matka nie żyje. Bo właściwie obie jej matki żyją – ta biologiczna, a także ta adopcyjna. Wszystko zaczyna się komplikować, kiedy Molly i Aiden znajdują się już blisko zostania rodzicami. Wiele spraw zaczyna się piętrzyć, a niewypowiedziane słowa zaczynają mocno przeszkadzać Molly. Mimo że obiecała sobie, że nigdy nikomu nie wyzna prawdy na temat swojej rodziny, która niewątpliwie rzuca się cieniem na jej przeszłości, chyba będzie musiała zaryzykować i nareszcie odkryć wszystkie karty przed Aidenem. Ale czy się odważy? Czy zaryzykuje swoją przyszłość i szansę na zostanie rodzicem?

Tykać to kijem?: Jak zwykle – Diane Chamberlain to autorka obok której nie mogę przejść obojętnie. Kiedy spostrzegłam w zapowiedziach jej książkę, wiedziałam, że jak najszybciej muszę się za nią zabrać. Było to silniejsze ode mnie.

Bohaterowie: Większa część akcji rozgrywa się w latach dziewięćdziesiątych, kiedy główna bohaterka ma 14 lat i kiedy miało miejsce zdarzenie, które zaważyło o jej przeprowadzce i zerwaniu kontaktów z rodziną. Z tego powodu dużo lepiej poznajemy młodszą Molly, niż tą już dorosłą. Widać, że jest to dziewczyna nieco zagubiona, szukająca i powoli zmieniająca się z małej dziewczynki w dorosłą kobietę, przynajmniej ona uważa, że taką się staje. Dąży do tego, aby traktowano ją poważniej, a wszystko spowodowane jest jej chęcią głębszego poznania trzy lata starszego chłopaka, który zdaje się być zauroczony jej osobą. Jaka dziewczyna, która przez lata myślała tylko o tym, aby za mąż wyjść za Johny’ego Deppa nie będzie zachwycona odrobiną uwagi, którą zaszczyci ją przystojny chłopak? Która nie uwierzy w każde jego słowo i nie będzie starała się z nim spotykać, mimo wyraźnego zakazu rodziców? Raczej każda próbowałaby doprowadzić do spotkania, szukałaby każdej okazji, aby się z nim zobaczyć. Właśnie dlatego nie mam do niej większych zastrzeżeń. Wydaje się być naprawdę rzeczywistą postacią, choć czasami wobec chorego ojca zachowuje się nieco egoistycznie. Co prawda nie jest to nagminne i bardzo często stara się mu pomóc i zrobić wszystko, aby był szczęśliwy, ale zdarzały jej się gorsze momenty. Mimo wszystko rozumiem ją i nie dziwię się większości jej decyzji. Przynajmniej jeśli chodzi o te względem przystojnego chłopaka.

Dorosła Molly wcale nie zachowuje się aż tak dorośle, jak można by przypuszczać. Z opowieści wydaje się być naprawdę dojrzałą osobą i jej decyzje są mocno przemyślane. Wydaje się być świetną osobą, która myśli również o innych, a nie tylko o swoich potrzebach. Kiedy „wejdziemy” do jej głowy wszystko zaczyna się zmieniać. Molly zdaje się być nie do końca pewna siebie, a myślenie o przeszłości sprawia, że traci grunt pod nogami. Zdecydowanie bardziej wolę jej młodszą wersję, choć tak naprawdę ciężko jest mi wskazać złe strony dorosłej Molly.

Pióro: Jak zwykle nie mam żadnych zastrzeżeń do stylu pisania Diane Chamberlain. Tworzy historie w bardzo ciekawy sposób, co nie pozwala nam się oderwać od lektury.

Całokształt: Jak wspominałam wcześniej duża część akcji skupiona jest na przeszłych wydarzeniach, które są solą w oku głównej bohaterki. Uważam, że było to dobre zagranie ze strony autorki, aby przedstawić nam równocześnie wydarzenia z przeszłości z tym, co dzieje się obecnie w życiu Molly. W ten sposób retrospekcja nie zabiera drugiej połowy książki, a jest przeplatana z teraźniejszością i rosnącymi obawami Molly odnośnie słuszności kłamstw wobec męża. Mimo wszystko cała sprawa idealnie się komponuje i przedstawione fakty są sensowne.

Nie jestem jednak do końca przekonana do tej książki. Nie mam do niej technicznych zarzutów, po prostu miały miejsce tam rzeczy, które nie do końca przypadły mi do gustu. Przede wszystkim nie wszystkie decyzje dorosłej Molly są moim zdaniem sensowne. Zdarzało mi się zastanawiać czy obie Molly nam przedstawione to ta sama osoba, ale kiedy dostrzegłam identyczne podejście do wydarzeń z przeszłości dorosłej i czternastoletniej Molly to wiedziałam, że to jedna postać. Zaskoczona byłam, że jej opinia nie zmieniła się przez ponad dwadzieścia lat i że nie otworzyła nieco bardziej umysłu ani nie próbowała szukać odpowiedzi na nurtujące ją pytania. Zakończenie było dla mnie mało satysfakcjonujące. Spodziewałam się czegoś zupełnie innego i nie wiedziałam jak mam podejść do tego, co zostało mi zaserwowane.

Kasia radzi: Myślę, że fani Diane Chamberlain sięgną po książkę, nie zważając na to, co powiem. Jednak jeśli nie czytałaś/eś jej powieści to raczej nie polecałabym zaczynać od tej. Autorka ma więcej lepszych historii, ta zdecydowanie należy do tych nieco gorszych.

Mój osąd: Niechlujny wampir – 6/10

0 komentarze