303. Recenzja „Margo” - Tarryn Fisher

20:44

„Czasami, ratując kogoś innego, ratujesz też trochę samego siebie. Kochając kogoś innego i nie oczekując niczego w zamian, uczymy się kochać siebie. Może to ten zwykły akt działania na innych sprawia, że czujemy się lepiej we własnej skórze.”
Autor: Tarryn Fisher

Tytuł: Margo

Wydawnictwo: Sine Qua Non

Narracja: pierwszoosobowa – Margo

Główny bohater: Margo

Ogumienie: Ta okładka jest piękna. Ma w sobie coś niesamowitego i tak pogmatwanego, że aż ciężko w to uwierzyć. Te pomazańce ukazane na głowie dziewczyny mogą sugerować lekkie niezrównoważenie bohaterki. Albo po prostu odbiegające od normy zachowanie. Okładka zdecydowanie pasuje do treści, co jak zawsze, zapisuję na plus. Ale okładka zagraniczna również jest śliczna. Na nią również mocno zwróciłam uwagę, kiedy znalazłam informację o tej książce.

Najlepsze zastosowanie: Bone nie jest zwykłym miastem. Jest specyficzne, pełne ciemności, niebezpieczeństw, brudu, kłamstw, niepewności i łamania prawa. Mieszkają tam narkomani, dilerzy, prostytutki. Ludzie widzą innych, ale nie reagują na ich przewinienia. Starają się przetrwać w tym dziwacznym miejscu, które stworzył im los. W Bone stoi dom. Pożeracz. W Pożeraczu mieszka dziewczyna — Margo — wraz z matką, która przestała ją zauważać po kilku latach życia. Życie Margo nie jest łatwe. Pracuje w sklepie z używaną odzieżą. W jednych butach chodzi tak długo aż ich całkowicie nie zedrze. Jej matka nie daje jej na wydatki większe niż to, co konieczne. A nawet wtedy dziewczyna musi czasami się dopominać, aby kupiła jej jakiś ciuch czy buty. Marzeniem Margo jest wyrwanie się z Bone. Z toksycznego środowiska, które cały czas ją osacza. Chce odejść od matki prostytutki, od sąsiadów narkomanów. Chce wieść normalne życie z dala od tego okropnego miejsca. Jednak nie jest to proste. Zanim Margo zacznie nawet zagłębiać się w swoje marzenia, całym Bone wstrząsa niespodziewana wiadomość. Siedmioletnia dziewczynka zaginęła. W akcję poszukiwawczą zaangażowana jest Margo oraz jej kolega — Judah. Kiedy prawda wychodzi na jaw w dziewczynie budzi się pragnienie, aby odpłacić tym, którzy zrobili krzywdę tej niewinnej istocie. Ból za ból. Oko za oko. Ząb za ząb. Śmierć za śmierć.

Tykać to kijem?: Zobaczyłam okładkę zagranicznego wydania. Przeczytałam opis. Zapragnęłam przeczytać. Jak zauważyłam, że książka pojawi się w Polsce, wiedziałam, że tego nie przegapię. Coś mnie ciągnęło do tej książki. Wiedziałam, że nie spocznę, dopóki nie poznam tej historii.

Bohaterowie: Margo nie jest zwyczajną bohaterką. Nie ma w niej nawet krzty z tych dziewczęcych postaci, pochodzących z New Adult czy Young Adult. Jedynym wspólnym elementem jest pragnienie spotkania miłości — takiej prawdziwej i do końca życia. A nawet to ma w sobie zalążek niezwyczajności. Z racji swojego pochodzenia, otoczenia w jakim się wychowała, nie mogła stać się osobą delikatną, pełną optymizmu i szczęścia. Margo jest specyficzna. Nie potrafię jej umiejscowić. Nie umiem jej zdefiniować. Nie wiem gdzie szukać słów, aby wytłumaczyć Wam jej osobę. Na początku zdaje się być naprawdę zwyczajną nastolatką, przynajmniej stara się taka być. Na tyle, na ile pozwalają jej na to warunki w jakich przebywa. Wszystko zdaje się być w porządku. Widzimy zakochaną dziewczynę, która pragnie uciec z miasta, które uciska ją w każdej strony. Które ją ogranicza. Później wszystko zaczyna się zmieniać.

Margo przestaje być zwykłą nastolatką. Widać wkradający się w nią mrok, potrzebę wymierzenia sprawiedliwości. Świadoma jest swoich czynów i planuje je z dokładnością. Początkowo jest to spontaniczne i nie do końca przemyślane, ale później wszystko nabiera rozpędu. Życie Margo już nigdy nie będzie takie samo. Nie po tym, co się stało. Nie po tym, co zrobiła. Stała się samozwańczym ramieniem sprawiedliwości. Ale czy ktokolwiek uznałby, że robi dobrze i nie przejąłby się jej czynami? Może w książce wydaje się to być akceptowalne. Margo zdaje się być każdym z nas, który słysząc o cierpieniu innej osoby chciałaby zrobić krzywdę tej, która była oprawcą. Rozumiem ideę autorki. Jednak nie przemówiło to do mnie.

Pióro: Na całe szczęście Tarryn Fisher pisze w przystępny sposób i nie ma większych problemów z zagłębieniem się w akcję. Dość szybko przeczytałam tę książkę, mimo że nie do końca przypadła mi do gustu.

Całokształt: Zaaferowana premierą książki i naprawdę piękną okładką nie zwracałam uwagi na opis ani pojawiające się w sieci recenzje. I to był mój błąd. Gdybym nieco poczytała na jej temat, nie straciłabym na nią czasu i pieniędzy. Niestety wszystko potoczyło się inaczej. Przepełniona pochwałami (bo jedynie strzępki recenzji do mnie docierały) zaczęłam czytać książkę. Kiedy zauważyłam, że tyle w niej psychologicznych aspektów, zaczęłam wątpić. Nie lubię tego typu rzeczy. Wiem, że są osoby, którym ta książka się podoba. Są osoby, którzy lubią tak mocno psychologiczny aspekt powieści. Ja jednak należę do prostych ludzi, którzy książki czytają dla czystej rozrywki i wolą wartką akcję, walkę, nieco miłości i tym podobne sprawy. Tego typu powieści do mnie nie trafiają.

Gdzieś widziałam porównanie Margo do Byliśmy łgarzami, Pod kloszem czy Mary Dyer. Zgodzę się z każdym jednym przypadkiem. W każdej z nich poruszane są podobne elementy, co w Margo. I pewnie dlatego książka Tarryn Fisher do mnie nie przemówiła. Mix Byliśmy łgarzami i Pod kloszem za żadne skarby świata nie może mi się spodobać, bo obu książek nie trawię. Nie lubię tak pogmatwanych historii pełnych niedopowiedzeń, mroku i czegoś dziwnego. A niewątpliwie Margo do takich książek się zalicza.

Dodatkowo to zakończenie. Nic nie zostaje wyjaśnione. Czytelnik pozostaje z morzem pytań bez odpowiedzi, z których najważniejszym jest: W jakim celu powstała ta książka? Może i posłowie autorki nieco naświetla nam całą sytuację, ale nadal uważam, że to za mało. Że brak punktu kulminacyjnego, czegoś, co spowodowałoby jakieś umiejscowienie tej historii dałoby jej bardzo wiele. A tak ciężko jest poczuć tę historię i zrozumieć całkowicie jej ideę.

Kasia radzi: Zgodzę się z opinią, że fani książek Byliśmy łgarzami, Pod kloszem i może w jakimś stopniu Mary Dyer (choć ja Marę bardzo lubię, a Margo raczej nie), znajdą w tej książce coś dla siebie. Jest to mocno psychologiczna książka, gdzie bohaterka tak naprawdę nie jest ani dobra, ani zła. Jeśli jesteście ciekawi kim jest Margo, zalecam samemu sprawdzić. Choć nie gwarantuję, że się dowiecie. Ja nadal nie jestem pewna.

Mój osąd: Zapchlony wilkołak – 5/10

0 komentarze