318. Recenzja „Calamity” — Brandon Sanderson

21:45

„Czasem nie wiesz, czego potrzebujesz, dopóki się o to nie potkniesz.”
Autor: Brandon Sanderson

Tytuł: Calamity

Seria: Mściciele #3

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Narracja: pierwszoosobowa — David

Główny bohater: David Charleston — ok. 19 lat

Romans: David + Megan

Ogumienie: Ta okładka chyba podoba mi się najbardziej. Moim zdaniem każda z części ma świetną, pasującą do treści grafikę, ale w jakiś sposób ta najmocniej przypadła mi do gustu. Może to przez tę mroczną, niebezpieczną postać, którą widzimy. Sama nie jestem w stanie powiedzieć, co takiego najbardziej mnie do niej przyciąga, ale zdecydowanie ma w sobie to „coś”.

UWAGA! RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ SPOILERY Z PIERWSZEJ ORAZ DRUGIEJ CZĘŚCI [STALOWE SERCE ORAZ POŻAR]! CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ!

Najlepsze zastosowanie: Calamity zabrała Davidowi wszystko — ojca, normalne życie, mentora, najlepszego przyjaciela. Omal nie przywłaszczyła sobie również miłości jego życia. W pewnym sensie zniszczyła także Mścicieli. Jednak David tak łatwo się nie podda. Odkąd wie, że Calamity to tak naprawdę Epik, a nie gwiazda, jest gotowy zrobić wszystko, aby uwolnić od niej lub niego świat. Najpierw jednak musi powstrzymać Profesora, który przez Regalię przeszedł na ciemną stronę. David jest prawie pewien, że odkrył tajemnicę i wie, co należy zrobić, aby zostać dobrym Epikiem. Teraz jednak musi odkryć słaby punkt Profesora i pomóc mu przezwyciężyć jego strach. Jednak nie jest to takie proste, kiedy nie ma się odpowiedniego sprzętu, ani nie jest się pewnym gdzie w ogóle w tej chwili znajduje się dawny Mściciel. David, znany ze swoich szalonych i często improwizowanych pomysłów, decyduje się na kradzież. Skoro po dobroci nie mogą otrzymać sprzętu, zrobią to siłą. Co z tego, że jest to miejsce, do którego jeszcze nikomu nie udało się włamać. David nie zna słowa niemożliwe. Wielokrotnie udowadniał, że to tylko jest kwestia odpowiedniego przygotowania albo dużej dozy szczęścia. Jednak czy uda się Mścicielom uwolnić świat od Calamity i przywrócić Profesora ze złej ścieżki?

Tykać to kijem?: Moja pierwsza seria od Brandona Sandersona. I już się skończyła. To takie trochę smutne. Jednocześnie chciałam i nie chciałam zapoznawać się z Calamity. Wiedziałam, że to już koniec, dlatego nie zabierałam się za nią bardzo szybko.

Bohaterowie: Przy recenzji dwóch poprzednich tomów najmocniej kładłam nacisk na Davida. Jest to spowodowane tym, że jest najmocniej wyeksponowany i narracja prowadzona jest z jego strony. Z tego powodu nie dostajemy zbyt wielu informacji na temat pozostałych postaci, jednak nie sprawia to, że wydają się być papierowi czy nierealistyczni. Po prostu autor nie poświęca im bardzo dużo czasu. Tyle, ile o nich otrzymujemy poprzez relacje Davida jest zupełnie wystarczające. A jeśli chodzi o niego, nadal jest tak samo impulsywny, ale przy tym mądry. Może podejmuje decyzje najczęściej na szybko, ale nie są one zupełnie pozbawione sensu. Zawsze ma jakieś rozwiązanie i stara się do niego dążyć. Dodatkowo, niezmiennie jesteśmy bombardowani niecodziennymi metaforami, które David wymyśla. Dla części osób może to być wadą, ponieważ są one dość dziwaczne i niekiedy głupie, jednak ja je bardzo polubiłam. Są one charakterystycznym elementem naszego Mściciela. I zawsze są logiczne do wyjaśnienia. Może i początkowo nie brzmią zbyt pięknie i poetycko, ale zawierają dokładnie to, co zawierać powinny.

Całokształt: Najważniejsze pytanie — czy było to dobre zakończenie serii? Myślę, że mimo wszystko tak. Może nie jest najwspanialsze i wydaje mi się, że niektóre sprawy mogłyby zostać rozwiązane zupełnie inaczej, ale nie ma w książce rażących błędów. Przede wszystkim przez cały czas żyjemy w napięciu i oczekiwaniu na ostatnią bitwę. Sami zastanawiamy się jak to się wszystko potoczy i czy zostanie rozwiązane w satysfakcjonujący sposób. Mamy bardzo dużo pytań i nie możemy się doczekać aż dostaniemy na nie odpowiedzi. I to jest zdecydowany plus. Książka jest napisana w taki sposób, że nie możemy się doczekać zakończenia i wciąż zacieramy ręce ze zniecierpliwienia. Nie wiem tylko, czy wszyscy będą zadowoleni z zakończenia, jakie otrzymujemy. Ja mam dość mieszane uczucia. Nie chodzi o to, że było ono złe, ale po prostu wszystko wydarzyło się w tak ekspresowym tempie, że ledwo zauważyłam, że to już koniec.

Kasia radzi: Czy polecam tę serię? Myślę, że tak. Zdecydowanie nie jest to najwspanialszy cykl, jaki miałam okazję czytać, ale jest naprawdę intrygujący i zamiast skupiać się na romansie, jak to jest w wielu młodzieżowych seriach, widać koncentrację na akcji i doprowadzeniu wszystkiego do szczęśliwego końca. Ale czy się uda, to już musicie sami sprawdzić.

Mój osąd: Potężny heros — 8/10

0 komentarze