„Ciotka Poldi i sycylijskie lwy” — Mario Giordano

19:25

Seria: Ciotka Poldi #1

Wydawnictwo: Initium

Narracja: pierwszoosobowa

Główny bohater: Poldi — ok. 60 lat

Najlepsze zastosowanie: Poldi jest kobietą po sześćdziesiątce, która doszła do wniosku, że czas najwyższy pójść w ślady swojego męża. Dlatego wyjeżdża na Sycylię, gdzie ma zamiar zapić się na śmierć, patrząc na wschodzące albo zachodzące słońce. Zależy jak się trafi. Jednak rodzina od strony męża stara się znaleźć dla niej radość z życia, aby nie chciała zakończyć swojego żywota przedwcześnie. Wybawieniem okazuje się prowadzenie śledztwa kryminalnego. Pewnego dnia mężczyzna, który przychodził pomagać Poldi w ogrodzie i w innych sprawach domowych, nie zjawia się, pomimo swoich obietnic. Dlatego sześćdziesięciolatka decyduje się sama zacząć go szukać, ponieważ policja jeszcze nie do końca wierzy w jego zaginięcie. Kiedy Poldi zupełnie przypadkowo odnajduje zwłoki Valentino, policja nareszcie zaczyna swoje śledztwo. Nie oznacza to jednak, że kobieta zupełnie usuwa się w cień. Bardzo chce się dowiedzieć, kto za tym wszystkim stoi, a czasami zwykły obywatel ma większe możliwości niż policja. I Poldi zamierza wykorzystać wszystko, aby doprowadzić sprawcę przed oblicze sprawiedliwości.

Bohaterowie: Poldi jest dość specyficzną bohaterką i nie do końca zrozumiałą przeze mnie. Ponadto jest chyba najstarszą główną bohaterką z jaką miałam do czynienia. Nie wydaje mi się, abym gdzieś wcześniej spotkała postać pierwszoplanową, która miałaby więcej niż sześćdziesiąt lat. Ale mówiąc szczerze, wcale nie czuć, że Poldi ma już tyle lat za sobą. Zdecydowanie widać w niej dorosłą i doświadczoną przez życie kobietę, ale idzie z duchem czasu, dlatego nie przeszkadza to, że tak dojrzała osoba jest główną bohaterką.

Całokształt: Całą historię opowiada siostrzeniec Poldi, który jest początkującym pisarzem i dopiero uczy się jak tworzyć porządne opowieści. Wszystko, co jest nam przedstawione opowiedziała mu ciotka. Właśnie z tego powodu na początku miałam nieco problemów z wgryzieniem się w akcję. Często jakieś wydarzenia przerywane są dialogami Poldi i jej siostrzeńca, kiedy o tym rozmawiają. Mieszają się elementy, które działy się dużo wcześniej, z tym, co dzieje się teraz, kiedy kobieta relacjonuje wydarzenia. Zdarza się, że w środku jakiejś rozmowy, nagle pojawia się kilka zdań wymienionych między Poldi, a jej siostrzeńcem. Dopóki się nie przyzwyczaiłam do tego trybu, było naprawdę ciężko z czytaniem.

Ponadto zdecydowanie za dużo tutaj opisów. Rozumiem, że chodziło o to, aby jak najwięcej powiedzieć o Sycylii, aby czytelnicy zrozumieli zwyczaje tam panujące, jednak to niezwykle spowolniało akcję. Jestem typem osoby, który woli niewiele opisów, dużo akcji i dialogów. Kiedy zobaczę ogromną ilość tekstu, gdzie w sumie nic się nie dzieje, tylko przedstawiane jest coś mało istotnego, na pewno to ominę. Przelecę tekst wzrokiem, wyłapię kilka ważniejszych informacji i tyle. Dla mnie to zbyteczne, ale może są osoby, dla których opis wesela sycylijskiego czy to jak działa tam policja jest ważne, ale niestety ja nie należę do tego grona.

Przejdźmy jednak do samej historii — mówiąc szczerze spodziewałam się czegoś w stylu Stephanie Plum — nieco nieporadnej pani, która poszukuje prawdy, wpadając przy tym w komiczne sytuacje. Niestety tak nie jest. Myślałam, że będzie to pewien rodzaj komedii, jednak tak nie jest. Kryminałem ani pochodną tego gatunku też bym nie nazwała tej książki. Nie trzyma ona w napięciu, nie sprawia, że martwimy się o bohaterów jakoś bardzo, a najgorsze jest to, że w okolicach 230 strony domyśliłam się, kto za tym wszystkim stoi. Oczywiście całej intrygi nie odkryłam, bo na to miałam za mało informacji, ale wiedziałam kto zabił. A to trochę słabo, jeśli chodzi o zagadki.

Kasia radzi: Wiele w tej książce minusów, dlatego nie jestem w stanie powiedzieć Wam czy chciałabym ją polecić. Sama umieściłam ją po środku skali, ponieważ ani jej jakoś bardzo nie polubiłam, ani nie powiedziałabym, że jej nie lubię.

Mój osąd: Zapchlony wilkołak — 5/10

0 komentarze