SPOILERY | „Dwór skrzydeł i zguby” — Sarah J. Maas

21:45

Moją bezspoilerową recenzję mogliście już poczytać, jednak jeśli nie widzieliście jej klikajcie tutaj! Natomiast dzisiaj zapraszam Was na spoilerowe ujęcie Dworu skrzydeł i zguby. Będę wspominała o naprawdę dużej ilości rzeczy, które się tam pojawiły, dlatego zastanówcie się wcześniej czy na pewno chcecie to wszystko czytać ;)

Bohaterowie i relacje między nimi

Przede wszystkim postać Tamlina — mam wrażenie, że autorka nie do końca była zadowolona z tego, że tak dużo osób zaczęło nienawidzić go po drugim tomie i próbowała go nieco zrehabilitować. Prawda jest jednak taka, że ta postać od zawsze była zagadką. Po tym jak Feyra zniknęła nie wiedziałam czy on w ogóle się nią zainteresuje, bo nie zadawał się wcale interesować nią jak była na jego dworze, więc na cholerę miałby się przejmować tym, jak ona sobie z niego zwiała? No i wydaje się, że ta jego miłość do Feyry jest dość dziwaczna i nieco nieobecna. Znaczy on sobie mówi, że ją kocha, ale jego słowa i czyny bardzo często temu przeczą, co jest niewyobrażalnie irytujące, ponieważ nie potrafię go w żaden sposób rozszyfrować. Cały czas pozostaje zagadką i mówiąc szczerze chciałabym go mocniej poznać, aby móc nareszcie dowiedzieć jakimi wartościami się on kieruje i czy kochał Feyrę w taki sposób, w jaki ona kocha Ryśka.

Na brawa zasługuje przedstawienie relacji Nesta–Kasjan. To, co otrzymujemy jest prześwietne. Ich flirt, postawa Nesty, tak bardzo obojętna, a jednak kiedy coś mu się dzieje to się niewyobrażalnie przejmuje! Och, uwielbiam to i czekam zdecydowanie na więcej. Zwłaszcza, że postać Nesty została nam tutaj świetnie przedstawiona. Niby jest taka sama jak w pierwszych tomach, ale zmienia się też w wielu aspektach, co zdecydowanie mi się podoba.

Z kolei z nowszych postaci — HELION. Muszę go lepiej poznać. Koniecznie. Czekam na więcej informacji na jego temat, ponieważ tak niewiele scen z jego udziałem to jakaś zbrodnia! Poza tym fakt, że jest ojcem Luciena? To jest po prostu świetne i koniecznie musi nam gdzieś zostać przedstawione, kiedy oni się o tym dowiadują. Nie może być tak, że stanie się to zupełnie poza kadrem. Będę naprawdę zawiedziona, jeśli ta scena zostanie nam poskąpiona.

A skoro już zaczęłam o Lucienie to opowiem i o nim nieco więcej. Nie wiem czy wiecie, ale od pierwszej części się polubiłam z naszym lisem. Wydawał się być naprawdę intrygujący, na pewno dużo bardziej niż Tamlin. W drugim tomie miałam nieco wątpliwości do jego postaci i nie byłam pewna czy nadal jestem w stanie darzyć go pozytywnymi uczuciami, jednak nie skreślałam go od razu. I bardzo dobrze, ponieważ mimo wszystko podobało mi się wiele rzeczy, które tutaj mają miejsce z jego udziałem. Trochę szkoda, że tak mało scen z nim zostało nam przedstawionych, jednak mimo wszystko jest postacią z wieloma warstwami i bardzo chętnie poznałabym je wszystkie.
Parą wartą wspomnienia jest Kallias i Viviene. To jak wydaje się, że to mężczyzna nad wszystkim panuje, a tak naprawdę to wszystkim zajmuje się kobieta. A poza tym ta scena, kiedy ona z pretensjami pyta się czemu ona nie jest księżną, tylko żoną księcia Dworu Zimy! Naprawdę bardzo chciałabym nowelkę przedstawiającą ich poznanie i czas, kiedy Amarantha jeszcze rządziła Prythianem.

Mam jeszcze jedną zagwozdkę. Przede wszystkim chodzi o postać Elainy, która została połączona z Lucienem więzią godową. Nie do końca jestem pewna czy oni pasują do siebie. Ją chętniej widziałabym przy boku Azriela, jednak kwestia jest taka, że jeśli ona nie zaakceptuje Luciena jako towarzysza to skończy się to dla niego niezbyt fajnie, a jednak chciałabym dla niego szczęśliwego zakończenia.

Z bohaterów zostało mi jeszcze niewiele, więc nie uciekajcie jeszcze! Mimo wszystko powinniśmy pochylić się nad Franią i Rysiem. Nie wiem jakim cudem autorka to zrobiła, ale w tej książce wydawało mi się, że to nie oni są głównymi bohaterami. Aż dziwne, że osoba, która prowadziła narrację wcale nie wydawała się być najważniejszą postacią w historii. Pod wieloma względami oni pozostali dla mnie mocno w tyle w porównaniu z innymi bohaterami, którzy kradli po kawałku moje serce. O Rhysandzie zupełnie zapomniałam. A jak przypominał o swojej obecności to tylko mnie irytował. Czymś, co bardzo mnie denerwowało w relacji Rhys–Feyra było to jak oni obiecywali sobie co chwilę, że kochają się nad życie, że wszystko będzie dobrze etc. Za każdym razem przewracałam oczami i zastanawiałam się czy oni naprawdę muszą tak sobie słodzić. A słodzili nie tylko sobie, ale cała ich velarisowa rodzinka, co chwilę musiała przypominać sobie o swojej bezgranicznej miłości. Wybaczcie, ale to trochę za dużo dla mnie.

Krótko o Jurianie — jaki podwójny agent! Szczerze, wydawało mi się, że ta jego zemsta to nieco podejrzana. Poważnie, kto aż tyle czasu chowałby urazę?

I na koniec osoba, która bardzo mnie zdenerwowała swoim postępowaniem — Mor. Ja rozumiem jej motywy, dlaczego ukrywa to, że jest lesbijką przed całą swoją rodziną, jednak zupełnie nie rozumiem tego, co kierowało nią, kiedy nie chciała nic wytłumaczyć Azrielowi. Biedak przez 500 lat żyje w nieświadomości (albo nie do końca pewności, bo przecież się nie zapyta), a ona nie ma ochoty mu o tym powiedzieć. Dla mnie to samolubne, że przynajmniej jemu nie powiedziała, mimo że wiedziała, co on do niej czuje.

Zakończenie — ostatnia bitwa i to, co do niej prowadziło

Przede wszystkim najgorsze jest to, że przeżyli wszyscy z tego najwęższego kręgu. Nie żebym bardzo, ale to bardzo chciała czyjejś śmierci, ale bez czegoś takiego bitwa wydaje się być nierealistyczna. Ale to może tylko moje odczucie. Bo ja lubię jak czasami jakiś bohater sobie umrze. Krew i flaki w książkach, jeśli o mnie chodzi, są jak najbardziej wskazane.

Poza tym nie bardzo podobało mi się to, że nie mieli jakiegoś skonkretyzowanego planu i fakt, że praktycznie liczyli na łut szczęścia, który oczywiście musiał się zdarzyć. I to w aż tak ogromnej skali: Tamlin, narzeczony Elainy, Dwór Lata, ziomki zza morza. Wszystkie ziomki zza morza. I to jeszcze niektóre sprowadzone przez ojca Feyry. Za. Dużo. Szczęścia. Ja wiem, że to jest możliwe, ale mnie aż mdliło od tej szczęśliwości.

No i rzecz chyba najbardziej absurdalna, czyli śmierć Rhysanda. Była po prostu tak idiotyczna i okropnie pokazana, że chyba gorzej nie dało się tego zrobić. Tym bardziej, że wszystko zostało opisane na dwóch stronach. Nawet się nie przejęłam, kiedy on tam sobie padał, bo wiedziałam, że przeżyje. Maas by go nie zabiła. A trochę szkoda, bo byłoby to coś nowego.

Mam jeszcze kilka kwestii, które mogłabym omówić, na przykład kwestię ojca Feyry, suriela, Uroborosa, Rzeźbiącego w Kościach, Tkaczki, mogłabym powylewać swoje żale na temat Ianthy i kilku innych postaci, jednak nie chcę Wam zajmować więcej czasu. Już i tak wiele zajęłam, więc teraz tylko poproszę Was o kilka słów od Was. Napiszcie, co najbardziej Wam się podobało i nie podobało w Dworze skrzydeł i zguby!

0 komentarze