„Stracona” — Amy Gentry

21:18

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Narracja: pierwszoosobowa — Anna, Julie

Główny bohater: Anna — ok. 45 lat

Najlepsze zastosowanie: Dziewięcioletnia Jude budzi się w nocy, słysząc niepokojące hałasy, dochodzące z pokoju jej siostry. Postanawia sprawdzić, co się dzieje, jednak kiedy zauważa nieznajomego mężczyznę, chowa się w szafie. Obserwuje z rosnącym przerażeniem jak jej trzynastoletnia siostra, Julie, zostaje uprowadzona. Jest tak sparaliżowana strachem, że przez kolejne trzy godziny nie wychodzi z szafy. W końcu udaje jej się wydostać i zaalarmować rodziców, jednak jest już za późno. Matka nigdy nie wybaczyła jej tego, że pozostała bierna i tak długo czekała zanim ich obudziła. Anna każdego dnia starała się odnaleźć Julie, jednak przez to zaczęła oddalać się od tej córki, która jej została. Po ośmiu latach od porwania na progu domu tej rozbitej rodziny pojawia się dziewczyna niesamowicie podobna do Julie i podająca się za nią. Anna na samym początku jest pewna, że to ona, jednak po czasie zaczyna mieć wątpliwości. Co się działo z Julie przez te wszystkie lata? I czy to na pewno ona?

Bohaterowie: Będąc całkowicie szczerą, bohaterowie nie zostali najlepiej przedstawieni. Autorka bardzo mocno skupiła się na narratorce, czyli matce Jude i Julie. Wydawać by się mogło, że przez to dostaniemy bardzo wyczerpujący jej opis, jednak nie jest to prawda. Do tej pory nie jestem pewna jakim typem osobowości ona się cechuje ani czy byłabym w stanie ją polubić. Jednak przez fakt, że jest ona mocno skupiona na sobie, własnych emocjach, to nie jesteśmy w stanie dostrzec nikogo innego. Anna zasłania nam cały obraz i zawęża nasze postrzeganie bohaterów. Sami nie możemy sobie wyrobić na ich temat zdania, częściej jest ono nam narzucone przez narratorkę.

Całokształt: Największym plusem tej książki jest ciekawe poprowadzenie narracji z perspektywy Julie. Poznajemy jej historię od końca. Najpierw dowiadujemy się skąd wzięła się na progu domu Whitakerów, a później poznajemy coraz młodsze jej wersje. Dzięki takiemu przedstawieniu przez cały czas zastanawiamy się co ta dziewczyna przeszła i skąd ona w ogóle się tu wzięła. Nie jesteśmy w stanie domyślić się wszystkiego i bardzo dużo elementów jest dla nas przez długi czas zagadką. Zdecydowanie mi się to podobało, ponieważ zakończenie nie było dla mnie mocno przewidywalne.

Jednak ten zabieg to zdecydowanie za mało, abym oceniła wysoko tę pozycję. Przez większość czasu jesteśmy zasypywaniu spojrzeniem na świat Anny, co nieco irytuje, ponieważ jest ona niezwykle ograniczoną osobą. Ponadto jej podejście do młodszej z córek irytuje niemożliwie. Jakby tego było mało zakończenie jest dziwaczne i jedna rzecz wydaje mi się, że jest nieco nielogiczna. Jednak, żeby nie spoilerować poprzestanę na tym.

Kasia radzi: Może nie jest to najgorsza książka jaką miałam okazję przeczytać, jeśli chodzi o domestic noir, ale zdecydowanie mogła zostać lepiej poprowadzona. Ma w sobie elementy, które wprawiają człowieka w konsternację, przez co zastanawiamy się czy faktycznie coś takiego może mieć miejsce. Ale są też pozytywne strony — sposób przedstawienia historii Julie, niepokojący klimat; jednak moim zdaniem nieco za mało, jak na tego typu książkę.

Mój osąd: Niechlujny wampir — 6/10

0 komentarze